Kamienice są podstawową tkanką Łodzi. To one, obok architektury poprzemysłowej, decydują/decydowały o wizualnej tożsamości miasta i jego wyjątkowości w szerszej, także globalnej skali. Jeśli przyjąć, że na świecie istnieje około cztery i pół tysiąca dużych miast (powyżej 150 tysięcy mieszkańców), można powiedzieć, że Łódź mogłaby teoretycznie „obdarować” każde z nich niemal trzema kamienicami. widzę
Interesowała mnie zarówno ich wielość, jak i pojedynczy budynek, kamienica jako forma organizująca życie. Fasada tworzy przestrzeń publiczną – miasto; mieszkanie wyznacza sferę prywatną; podwórko buduje wspólnotę. W tej potrójnej strukturze zawiera się napięcie, które czyni kamienicę czymś więcej niż tylko budynkiem, elementem relacji społecznych.
Podejmuję ten temat w szczególnym momencie. Część kamienic znika, nie wszystkie są ratowane. Inne przechodzą intensywne remonty, znów stają się „ładne” i „nowe”, ale jednocześnie zacierają się ślady czasu zapisane w materii budynków. Wybrane tu fotografie są jedynie fragmentem większej całości, symbolicznym promilem. Cały zaś zbiór można odczytywać jako otwartą typologię, którą da się porządkować według różnych kryteriów: formy, wieku, skali czy stanu zachowania. Jednak równie istotne jak systematyzacja jest to, co wymyka się klasyfikacji; detale, ślady użytkowania, napięcie między przeszłością a teraźniejszością.
Projekt przybrał formę inwentaryzacji, ale szybko przekroczył jej ramy. Stał się procesem poznania. Każde kolejne zdjęcie zmieniało sposób patrzenia, potwierdzając, że widzimy tyle, ile wiemy. Fotografie zostały uzupełnione tekstami: subiektywnymi próbami opisu pamięci, przestrzeni i samego aktu widzenia.
Wólczańska 252
Widzę, że kamienica na ulicy Wólczańskiej 252 ma trzy piętra i stoi samotnie. Pewnie ulica kiedyś wyglądała inaczej, a sąsiednie kamienice wyburzono.
Widzę osiem anten satelitarnych. To dużo. Myślałem, że dziś się już ich w mieście nie używa.
Wydaje mi się, że jeśli ktoś podszedł do okna to tylko w mieszkaniu z zielonym balkonem.
Widzę, że z sześciu balkonów na trzech są rośliny.
Widzę, że nie ma już emaliowanej tabliczki z nazwą ulicy.
Bo Twoje jest Królestwo, Potęga i Chwała na wieki. Górniak na zawsze z Widzewem, Górniak działa, Górniak żyje, kto nie wierzy niech podbije (w języku polskim ten tekst jest rymowany). Wiem co znaczy to co napisali ludzie honoru. G.R.K. to znak kibiców Widzewa z Górniaka (to osiedle). Jak ktoś mi urywa po raz czwarty lusterka w samochodzie przed kamienicą albo słyszę: zajebać żydowską kurwę – pod oknem mojego dziecka, to myślę: niech im ziemia lekką będzie. Dowiedziałem się, że Górniak, obszar dawnej dzielnicy, ma teraz status osiedla. Gęstość zaludnienia 7053 os./km², średnia w Łodzi 2462 os./km², Świętochłowice – miasto o największej gęstości zaludnienia w Polsce 4 041,9 os./km².
Widzę też żółty baner – „U Józia” – na Górniaku, bo właśnie widać południowo-zachodni róg targowiska. I przypominam sobie, że Józia bardzo dawno nie widziałem. A Józio to taki szalony rolnik. Może nie rolnik? W trudnym do określenia wieku (może 50, może 60 lat). W roboczym, zniszczonym ubraniu, dzikich gęstych włosach i fizjonomią z filmu Felliniego sprzedawał podstawowe warzywa. Prosto z worków położonych na ziemi. Był jednym z kilkudziesięciu sprzedawców, a stoisko miał najskromniejsze. Ale zawsze stała mała kolejka. A Józio sprzedawał i nie mógł tak po prostu poprzestać na zamówieniu klienta. Jak mówiłem tylko 3 kilo ziemniaków proszę, to jak już zważył to pytał, buraków dać?, cebulę zważyć?, marchew chce?, dać pora?, ogórków kilogram?… i tak o wszystkim co miał i do każdego tak samo. Nie opóźniało to zakupów, bo Józio chudy jak szczapa, żylasty, silny jak tur, był szybki jak ważka. I dumny z tego handlowania, aż baner sobie sprawił. Nie ma go już kilka miesięcy. Mam nadzieje, że jest w dobrym zdrowiu. Widzę też że wyszedł ze szpitala Haikupsychol vel Bazgroł vel „Człowiek 7 było”. Zapisał kiedyś całą Łódź i zarysował znakiem diabła. Dzień, w dzień, noc w noc realizował swoją misję. Wydawało się, że nie ma już budynku w mieście gdzie nie zostawił ostrzeżenia. Mieszkańcy nie doceniali go i w geście rozpaczy pozakładali fora i strony dokumentujące działalność Haikupsychola. I w końcu zajął się nim sąd i w szpitalu zamkniętym umieścił. Napisy i pamięć o nim zaczęły znikać. Lecz strzeżcie się. Gdy piszę ten tekst, jest 1.43 w nocy, „Człowiek 7 było” na pewno nie śpi, tylko też pisze. Tyle widzę na tym zdjęciu.
Nie wiem gdzie
Rozpoznawanie gatunków drzew, nawet gdy wiszą na nich liście, nie jest powszechną umiejętnością. A gdy liści już nie ma, robi się naprawdę trudno. Wiedziałem o tym, ale jako miłośnik drzew, patrząc na tę kamienicę myślałem, że sobie z tym poradzę. Na pierwszy rzut oka wyglądały podobnie, równej mniej więcej wysokości i o porównywalnych obwodach pni. Zbliżyłem się, dotknąłem kory, była jednak różna. Na jednych chropawa, na innych gładka. Na szybko oceniłem, że są tu dwa gatunki drzew. Nie byłem jednak pewny jakie. Sterty zgarniętych liści pomogą to zweryfikować, pomyślałem. Zacząłem skrupulatnie je przeglądać; klon (tu nie byłem zaskoczony), kasztanowiec (tu raczej też nie), jesion (trochę byłem) i lipa (tu byłem najbardziej).
Kamienica stoi bokiem do ulicy z adresu, a frontem do innej. Widzę, że większość mieszkań jest niezamieszkałych. Dowiaduję się, że tylko w trzech są lokatorzy. To, że większość mieszkań jest pusta, znaczy, że są nieogrzewane. To znaczy, że trudniej ogrzać pozostałe. A to z kolei znaczy, że jest wilgoć.
Widzę psa. Mój rozmówca wyszedł właśnie na spacer z psem, ale nie z tym, który jest na fotografii. Ten młody mężczyzna mieszka w kamienicy od urodzenia. To on powiesił flagę na balkonie.
– Lubię to miasto, gdyby kręcić klip do „getto rap” to tylko w Łodzi, mówi.
– Czy nie jest ci nieswojo mieszkać w tak dużym, pustym prawie budynku? – pytam.
– Nie, czasem ktoś nocą, na pierwszym piętrze… spójrz, przy tamtym oknie na klatce schodowej jest taka półka, na której można wygodnie usiąść, wypić ćwiarteczkę wódki, ale raczej jest ok. Jest pusto, a to znaczy, że mogę głośno słuchać muzykę. Chłopak ma dwadzieścia kilka lat. Opowiada jeszcze, że jakiś czas temu te drzewa były ogrodzone, był tu plac zabaw i ławki. Do sąsiada mówiło się: „Wujo”.
Radwańska 24a
– Szanowni Państwo witam na zebraniu członków wspólnoty mieszkaniowej. Porozmawiajmy o kosztach, są właśnie takie, sprawdzałem. Ale to są pana koszty nie nasze! Zmyślone. Nie! Wszystko trzy razy sprawdziłem. Pilnuję wszystkiego od wielu lat. A pan znowu łże! Jak możemy panu wierzyć? Proszę dokonywać swoich obowiązków! Rury były drożne, a ktoś je zapchał. Kiedy? Kłamiesz! Informuję, że upływający czas powoduje, że niczego nie ustalimy. Rury były sprawne, tylko mi je zapchali. To już mówiłeś w zeszłym roku. Spośród osób tu siedzących jest tylko jeden człowiek uczciwy! A reszta to półprzestępcy! Tu nie może być normalnie. Załatwiłem ci pracę u prezesa, inaczej żadnej byś nie dostał. A ty przecież musiałeś się nawalić! Ja wam dziękuję, że chcieliście mnie wsadzić do więzienia. Raczej do domu wariatów! Po co od razu do więzienia. Pana Rawluka przeprosiłem z całego serca, przeprosiny przyjął, i co, chciał mnie wsadzić do więzienia. On kłamie. Nigdy się tak nie wyrażałem. Ale to wszystko rozstrzygnie prokuratura i sąd. Już jest śledztwo robione przez policję. Ja te wszystkie sprawy wyjaśnię, bo wasz remont był robiony niezgodnie z prawem. I wtedy się przekonacie. A mnie do więzienia za to wszystko co wam oszczędziłem? Już by tu nikt nie mieszkał. Dobrodziej, dobrodziej! To są jakieś urojenia! Ale wy tego nie zrozumiecie. Nie! Zbyt tępi jesteśmy! Daj mi spokój z tymi bzdurami! Głosujmy w końcu nad uchwałą. Panie K. to nie należy do tematu tego zebrania! Proszę nie zabierać wszystkim czasu. Ale cyrk. Nie płacę czynszu, bo administracja nie spełnia zadań. Nigdy nie zapłacę! To już pana sprawa. Groziła mi śmierć, ale sam wyszedłem na dach i go naprawiłem, a robotnikom trzęsły się ręce. Każdy może mieć zastrzeżenia. Jakie będą opłaty za sprzątanie? Sam to zrobiłem, gdybym się nie przywiązał liną do dachu to bym spadł i się zabił. Trzeba było spaść! Dlaczego pan chce wszystkich kontrolować? Dlatego, że każdy pracownik nie kontrolowany staje się złym pracownikiem. Każdego, który u nas pracował kontrolowałem. Ale pan nie jest firmą kontrolującą! My wszyscy tutaj mieszkamy! Ja wszystkie naprawy zrobiłem sam i nie brałem żadnych pieniędzy. Ale cyrk!! Dobroczyńca. Przez te lata zaoszczędziłem dla całej kamienicy 200, 300 tysięcy. O kurde. Może może pół miliona. Wy nie płacicie za 10 metrów powierzchni. O czym pan mówi? To jest udowodnione i dlatego mnie nienawidzicie. I nagle stwierdziliście, że macie na mnie haka, że mam 1 pokój, za który nie płacę od 30 lat. Nie to nie mam sensu. Nic nigdy nie uzgodnimy. Administracja mierzyła wszystkim mieszkania, tylko pan nie dał sobie zmierzyć. No i co z tego? Siłą wejdziecie?? Dojdzie mi najwyżej 6 metrów kwadratowych. Akurat 6, dojdzie 18. Róbcie jak chcecie, ale ja nie wpuszczę nikogo do końca swoich dni. Oświadczam. Trzeba mi wytoczyć sąd, prokuratora, muszę mieć adwokata. Ustalmy może jakiś punkt zebrania. Dajcie mu dojść do głosu. Niech mówi co chce! Nie jąkaj się człowieku!! To jest kabaret, to jest zabieranie czasu!! Obrzydliwy człowiek! Proszę państwa ogłaszam, że wniosek upadł. Ja zawsze przyjdę z pomocą nawet gdy nie wiem jak wielką szkodę mi robią. Daj Boże pomocy od ciebie, lepsza jest pomoc od diabła. Głupek! Nie mogę go słuchać. Ale los ci zapłaci za twoją podłość. Los każdemu płaci. Mamy nadzieję, że to panu zapłaci. A pani ma najlepszy gest Kozakiewicza. Pani gratuluję! To mi się podoba, pomyślałem dziewczyna z charakterem. Prostak! A co z mierzeniem mieszkań? Będziemy głosować. Ja nie będę! Nie wpuszczę nikogo do mojego mieszkania. W zeszłym roku chciałem. Ale teraz nie, koniec. Nikt mi nie wejdzie do mojej własności do końca moich dni. Proszę państwa, musimy coś ustalić. On zjadł ten dokument w urzędzie miasta, musiała go wyprowadzić policja. To wszystko to strata czasu! A my mamy przedwojenne plany budynku i możemy się w sądzie w nimi posłużyć. Plany to ja mam! Panie K. ta sprawa jak pan wyciął drzewo bez zezwolenia nie jest do końca wyjaśniona. Ale pan ściął to drzewo, które podlega ochronie. Pójdziemy do sądu. To jest tak jakby ci ktoś dał w mordę i przeprosił. Cham! A wtedy kiedy była awaria wody to ja też interweniowałem. Ja tu jestem posądzany, że nie płacę czynszu. Bo nie płacisz. To jest jakiś cyrk! Porobiłem wam wielkie oszczędności a wy, że mam 146 metrów kwadratowych. To co ja takiego mam, tyle co nic. Więcej nie zapłacę! A więc wojna!!
Łagiewnicka 25 i 27
Widzę osiem anten satelitarnych i sześć tabliczek z numerami ulicy. Kamienica po prawej stronie ma numer 25. Po lewej stronie widzę budkę wyprodukowaną przez firmę Kami, wiem, że na jej boku jest napis „cześć”. Budka po prawej jest do kupienia. Postanowiłem, że zanim zadzwonię na podany numer telefonu, wpiszę go w Google. Na ekranie komputera pojawiła się strona, która poinformowała mnie, że na temat tego numeru telefonu nikt jeszcze nie napisał komentarza, i że ja mogę być pierwszy. Muszę tylko wypełnić dwie rubryki. W pierwszej muszę podać swoje imię lub pseudonim, w drugiej odpowiedzieć na pytanie: „czy jesteś człowiekiem?”.
Patrzą tu na mnie dwie pary oczu. Mężczyzny i psa. Każdy z nich mieszka w innej kamienicy. A jest tu całkiem międzynarodowo. Antonio to imię włoskie. Tak nazywa się tu pizzeria. Kebab natomiast to potrawa kuchni orientalnej, mi kojarzy się głównie z Turcją. Samochód jest za to niemiecki, to Volkswagen Transporter. Widzę orchideę. Ten gatunek jest łatwy w uprawie domowej. Phalaenopsis. Te dwie kamienice stały w centrum Litzmannstadt Getto. Najbardziej nieludzkiego miejsca w historii Łodzi. Kamienica o numerze 25 to jeden z ważniejszych budynków w tamtym czasie. Mieściły się tu instytucje administracji getta. W listopadzie 1942 roku na dachu budynku zainstalowano zegar wzorcowy o trzech tarczach. Miał on ułatwić ujednolicenie czasu w całym getcie.
Z 200 tysięcy jego mieszkańców przeżyło około 10 tysięcy.
Fotografię zrobiłem o godzinie 13.07.
Wólczańska/6 Sierpnia
Stoję na ulicy Wólczańskiej, a kamienica ma adres na 6 Sierpnia.
Chciałem napisać: wiem, że za chwilę jej nie będzie. Ale sprawdzam i widzę, że jest przeznaczona do rewitalizacji. To dokument z 2011 roku. Chcę więc napisać, że będzie, ale znajduję za chwilę notkę o pożarze, to informacja z 2012 roku. Więc, nie wiem czy będzie. Wiedziałem, podczas fotografowania, że dla kontrastu potrzeba mi jakiejś wypasionej fury. Jak o tym pomyślałem pojawił się Hummer, dosłownie w ciągu 5 sekund. Widzę też, że na sygnalizatorze świeci się zielone światło i jadą samochody na obu pasach. Ulica jest jednokierunkowa.
Widzę, po raz kolejny, reklamę szkoły nauki jazdy w postaci napisu na murze.
W kadrze są dwie osoby (nie licząc tych w samochodzie).
Widzę po lewej stronie metalowy krzyż, tu zginął chłopczyk.
Maciej Rawluk – Urodzony w wieku XX obserwator rzeczy zwykłych, fotograf. Działalność również w zakresie filmu i malarstwa. Jest autorem siedmiu książek poświęconych długoterminowym projektom fotograficznym: Przystanki polskie, Bałuty – palimpsest, Setka, Posta Romana, Ojczyzna, Jedynka, Wszystko składane. Pracuje w Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi, gdzie pełni funkcję dyrektora Instytutu Fotografii i Multimediów, i gdzie prowadzi Pracownię Dokumentu Fotograficznego.