Gorzka pomarańcza, rozmaryn, liść kaffiru, nuty deszczowe, paliwo, krew

Hela Dondé

Jaką historię opowiadają perfumy? O prostej intuicji, quasi ekskluzywności i zapachu jako sztuce opowiadają Anna Pyrka i Magdalena Citko, czyli perfumiarski duet Alchembot.

Too creamy for this world

jest wcześnie rano, budzisz się i przeciągasz, obok leży twój kotek wtulony w ciebie, robisz sobie ryż na mleku i dodajesz aksamitną brzoskwinkę, zakładasz welurowy dres i robisz pies z głową w dół. myslisz sobie ze juz nigdy nie wstaniesz o 7 - jesteś na to za delikatnx. bolało jak spadłx z nieba……

w składzie: laktonowa brzoskwinia, ryż, heliotrop, tuberoza, petrichora, gałka muszkatołowa, wetiweria, rozgrzane żelazko, javanol, davana, biały grejpfrut, balsam gurjun

Mumia

mumia tzn dobrze zachowana przypudrowana lampucera, spacerująca wzdłuż wybrzeża Nilu. Miejscowa przewodniczka po labiryntach piramid i podziemnych grobowcach, pachnąca zakurzoną mirrą i ciepłem pustyni

w składzie: javanol, tujopsen, mirra somalijska, drzewo sandałowe, glina, oud, biały pieprz, korzeń irysa, powietrze, kaszmeran, clearwood, szafran

Bitter whisper

podążasz korytarzem niejasnych wspomnień i nagle olśniewa cię, że wszystkie te negatywne mają punkt wspólny - ta przeklęta skórzana kurtka. Postanawiasz więc ku własnej uciesze rozpalić ognisko i unicestwić wyżej wspomnianą. W końcu orientujesz się, że to twój ulubiony ciuch i gorączkowo zalewasz płomienie wodą. próbujesz ukoić potok emocji przypominając sobie kim jesteś. A jesteś eleganckim lordem więc udajesz się chillować sb w swojej oranżerii, powoli godząc się z marami przeszłości

w składzie: spalona skóra, wetiwer, operanide, neroli

Austin, texas mental hospital

siedzisz na bujanym fotelu w swojej skórzanej kurtce. zabijasz czas kolejnymi petami, a w oddali na pożółkłej, przyschniętej łące hasają konie. upał uderza ci do głowy i przypomina, że twoja rzeczywistość odbija się w krzywym zwierciadle zza bram szpitala psychiatrycznego. nic cię nie dopadnie z zewnętrznego świata. idziesz sobie zrobić yerbę, po której i tak spokojnie zaśniesz

w składzie: feromony słonia, zamsz, skóra, kardamon, yerba mate

Eskwilin

sceneria: ogrody na szczycie jednego z rzymskich wzgórz, strach na wróble przygląda się cicho jak dwie wiedźmy składają w ofierze biedne zwierzątko, żeby zemścić się na bucu w białej todze, z oddali dobiega zapach rozmarynu i ofiarnego capa. Mrok nie oszczędza nikogo……..

skład: rozmaryn, karmel, korzeń irysa, animalis, gałka muszkatołowa, choya loban, gwajak, cedr himalajski, paczula

Childhood dream

jest późny sierpień i znienacka o 6 rano budzą cię starzy i wiozą na zbieranie grzybów do lasu. gdy tylko opuścisz samochód, twoje wiotkie śpiące ciałko dostaje przypływu siły poczuwszy chłodny powiew sosenek. biegniesz pod najbliższą, kładziesz się w pełni wzruszenia na mchu. i ku twojemu zdziwieniu twój policzek dotyka malutki mokry maślaczek. i już wiesz że podróż po pochmurnym lesie jest tym, czego potrzebowałxś

w składzie: grzyb, torf, tujopsen, nagarmotha, glina, nasiona selera, kamyki, clearwood

Cedar pastry

podróżujesz po krainie z mąki, gdzie zaczepia Cię steampunkowy koleś w zamszowej kurtce, wiesz, że takim się nie ufa, ale on szepcze hipnotyzująco „chwila….” i w jego okularach pojawia się wir, trafiasz do małej piekarenki, gdzie słodka babcia częstuje Cię herbatką i wręcza Ci bułeczkę z syropem klonowym, chrupiesz sobie w zadowoleniu po czym przed oczami znów masz japę tego kolesia, życie jest gorzkie jak grejpfrut.

w składzie: szafran, grejpfrut, mirra somalijska, syrop klonowy, osmantus, yerba mate, zamsz, cypriol, cedr wirginijski

Sweet ultras

Jesteś gdzieś na australijskim pustkowiu. Otaczają cię przestworza suchej roślinności, której zapach uderza ci do głowy. Wsiadasz do swojej szybkiej fury i w przypływie poczucia wolności prujesz nią po jedynej drodze. Wydaje ci się, że nic nie jest ci straszne. Nie przewidziałxś tylko, że przecieknie ci bak i rozniesiesz za sobą kałużę benzyny. Zapowiada się, że spędzisz noc po środku niczego. Twoje zwoje niczym z wosku rozpływają się od gorąca. Nawet woda kokosowa nie nawadnia. Czyżby to upadek Ikara??

w składzie: drzewo sandałowe, cypriol, kokos, benzyna

Kołczan anioła vs. Szatański pomiot

Oto sąd ostateczny, na którym siły ciemności i światła ważą nasze uczynki. Źli wchodzą do paszczy potwora i palą się wiecznym ogniem, a dobrzy zbierają się na ucztę w białym zamku, w którym istnienie i pragnienie stają się jednością. I can be your angel or your debil.

szatański pomiot: choya loban, smoła brzozowa, skóra, palone drewno i inne……

kołczan anioła: javanol, skóra, yerba mate, gruszka, jaśmin i inne…………

Fairy leaf

miękki, delikatny zapach, unoszący się jak przezroczyste skrzydełka efemerycznego motyla, który niedawno wyszedł z kokonu i to wspomnienie ciągnie się za nim, gdy gubi się w powietrznych labiryntach, bebi poczwarka w formie uduchowionej……

w składzie: liść magnolii, ryż, operanide, javanol, glina, kaszmeran, cypriol, biały pieprz, oud white, cedr wirginijski

* wszystkie zdjęcia i opisy perfum pochodzą z profilu Alchembota na Instagaramie

@alchembot

Jaka jest historia Alchembota? Skąd się znacie?

Magdalena Citko: Zaczęłyśmy tworzyć perfumy osobno, nie wiedząc o sobie nawzajem. Ja początkowo robiłam to sama dla siebie, bo zawsze podobały mi się niszowe perfumy, ale denerwowała mnie ich niedostępność. Komponowałam sobie w domu jakieś mieszanki ze składników, które mi się podobały. Później poznałam Anię. 

Anna Pyrka: Dostałam voucher na zrobienie spersonalizowanych perfum i takie było moje pierwsze doświadczenie. Podczas pandemii zaczęłam robić to na własną rękę, dla siebie, a później też dla znajomych, z potrzeby jakiejś kooperacji z ludźmi. Potem poznałyśmy się z Magdą i okazało się, że obie tworzymy zapachy. Uznałam, że ponieważ ja nie jestem zbyt dobra w organizowanie się, a Magda jest całkiem niezła, to może połączymy siły. Tak zaczęłyśmy pracować we dwie. 

MC: Na początku dla naszych ziomków, a potem informacja o naszej twórczości zaczęła się roznosić, ludzie pisali do nas „ja też chcę, ja też chcę!” i oto jesteśmy. 

AP: A poznałyśmy się w pracy, Magda pracowała na kuchni w Młodszej Siostrze, ja pracowałam na barze.

Jak się zaczyna tworzyć perfumy? Kupuje się olejki i inne składowe do domu i zaczyna mieszać?

MC: Zasadniczo tak. Kupujemy po prostu olejki, związki zapachowe i molekuły, to są różnego chemicznego pochodzenia składniki, mieszamy je z alkoholem i utrwalaczami. Właściwie robimy to na freestyle-u, bazujemy na swojej intuicji, która oczywiście nie od samego początku była świetnie wyrobiona i parę razy zdarzyło się nam zrobić zapachy, z których nie byłyśmy zadowolone.

Czyli intuicja do zapachów się wyrabia?

MC: Tak. Po prostu z czasem zaczęłyśmy robić takie mieszanki, które rzeczywiście mają sens. Bardzo dużo ludzi pyta się nas czy mamy jakieś wykształcenie w tym kierunku albo czy są do tego potrzebne jakieś specjalne warunki. My zaczęłyśmy to robić bardzo DIY-owo. Oczywiście w tym momencie mamy spory zasób wiedzy, ale to wynika z tego, że od początku próbowałyśmy i badałyśmy to po swojemu.

AP: Sądzę, że to jest dosłownie tak samo jak z nauką np. malarstwa. Ja bym nie umiała namalować czegoś takiego jak to, co wisi tutaj na ścianie [wskazuje na obraz Ingi Wójcik]. Ta osoba spędziła 5 lat na studiach artystycznych albo siedziała w pracowni i po prostu tworzyła. Dokładnie tak samo jest z mieszaniem zapachów. Wiadomo, można mieć intuicję, pomysły, być kreatywnym, ale to jest w dużej mierze kwestia czysto techniczna. Trzeba się nauczyć jak konkretne olejki pracują na skórze, jak pracują w połączeniu ze sobą, ile składników z danej grupy zapachowej ma sens, a ile to już będzie przesada. 

Czy byłybyście w stanie wyjaśnić te zależności? Kiedy jakiś zapach działa z drugim, a kiedy nie?

AP: Spróbuję opisać to na podstawie przykładu: jeśli chcemy zrobić zapach, który będzie ciepły (mocno przyprawowy, kojarzący się bliskowschodnim bazarem, tak jak sobie wyobrażamy typowo arabskie perfumy), to dodanie np. zapach metalu albo mokrej ziemi niekoniecznie będzie pasowało. Ja lubię sobie myśleć o kompozycji zapachu szerokością geograficzną, np. gdy ktoś chciałby stworzyć sobie cottage core-owy zapach, czyli w klimatach wschodniej wsi, to nie widzę tam przykładowo zielonej herbaty

MC: Ja też w jakiś sposób opieram się o tą szerokość geograficzną, ale bardziej pracuję na bazie skojarzeń i tego, o czym jest historia potencjalnie opowiadana przez dany zapach i co wyobrażeniowo do niej pasuje. Dużo zależy od tego, jaką zapach ma mieć funkcję, jak ma oddziaływać na ludzi. Mówię tu o robieniu bardziej skomplikowanych zapachów albo customowych. Jak wspomniała Ania, istnieją  ogólne założenia tego, jakie typy zapachów będą ze sobą działać, a jakie nie. Podajemy parę takich przykładów podczas warsztatów. Jest to, mówiąc brzydko, oczywistością, że np. ze skórzanymi zapachami będą dobrze grać pieprzne albo przyprawowe, z zielonymi nutami, prawie zawsze jest to jakiś cytrus, ale w porównaniu do tego, co można takim zapachem osiągnąć, są to banały. 

AP: Wiadomo też, że jeśli spróbujemy połączyć nuty wodne ze skórą, to nie będzie zbyt dobrze grało.

MC: Wyjdzie taka woda kolońska.

AP: To, czy jakieś zapachy będą dobrze ze sobą grać, zależy też od ich grup zapachowych. Istnieją różne grupy zapachów, np. Mamy w niej sezam, ryż, miód i tego typu rzeczy. Jak zaczynamy je ze sobą łączyć, to możemy przekroczyć pewną granicę, z zapachu perfumowego, może stać się bardziej kuchennym. Trzeba wyczuć w którym momencie ten element spożywczy wyciszyć. 

Czyli jeśli dodasz  za dużo jakiegoś składnika, to można pracować nad tym, żeby go wyciszyć? Czy musisz zrobić mieszankę od nowa?

MC: Tak, można wyciszyć. Ja bym dodała np. coś animalnego albo skórę i to by mogło sprawić, że ten zapach pójdzie znów w bardziej perfumeryjną stronę. Badanie tych granic jest dla nas bardzo ciekawe, gdy robimy zapachy do wystaw lub projektów,  które też mają być też sprzedawane w merchu. Wówczas bardzo zabawnie się lawiruje pomiędzy tym, że zapach ma w konkretny sposób emocjonalnie oddziaływać na publiczność, a jednocześnie ma być, jak to nazywamy, „noszalny”. 

AP: Łączysz wtedy dwie funkcje – performatywną z użytkową. 

MC: W odniesieniu do prostych zasad łączenia zapachów te zależności to wierzchołek góry lodowej, pod spodem jest tyle opcji, że tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia.

AP: Dlatego nie przywiązujemy się zbytnio do tych zasad. Czasem się zdarza, że ktoś do nas przychodzi zrobić spersonalizowaną kompozycję, wybiera różne zapachy, my nawet już mamy jakąś wizję w głowie i nagle ta osoba mówi, że chce połączyć np. borowika z lawendą. Nie wpadłabyś na to, ale włączasz to do kompozycji i okazuje się, że to jakoś gra ze sobą w tej mieszance. A czy czasem trzeba wylać jakiś zapach do zlewu? Staramy się jak najbardziej  tego unikać, zawsze pracujemy początkowo na małych proporcjach, żeby mieć dużą możliwość manipulowania zapachem.

MC: I żeby pozwolić sobie na spontaniczność. 

AP: Nie chcemy niczego wylewać, to się raczej nie zdarza, chyba, że naprawdę już nie ma ratunku. Olejki są drogim materiałem. Wiadomo, popularne olejki, takie jak np. olejek z drzewa herbacianego, będą dość tanie, ale jak się kupuje rzeczy typu trawa morska, albo jakiś dobry oud, to są to już wysokie ceny. Każda kropla jest na wagę złota. 

Powiedziałyście, że cała Wasza wiedza perfumiarska wzięła się z doświadczania, metody prób i błędów. Czy macie jakieś inne źródła wiedzy poza tym? Magda, skąd wiesz, że nuty spożywcze dobrze przełamie zapach animalny albo skórzany? 

MC: Mam bardzo wrażliwy węch, więc wydaje mi się to dość naturalną intuicją. Ciężko mi określić, co takiego sprawiło, że ja to wiem, na pewno doświadczenie i próbowanie. Powącham jakąś mieszankę i jestem w stanie stwierdzić, że coś będzie pasowało do niej. Umiem wyobrazić sobie jakiś zapach. Jak przeczytam coś o danym zapachu, to jestem w stanie wyobrazić sobie jak on pachnie. To nie jest, wiadomo, dokładne odzwierciedlenie, później jak go powącham to może być trochę inne, ale już wiem, o co w nim chodzi. To jest bardzo odruchowe. 

AP: Zapachy się zapamiętuje jak je ciągle wąchasz. Potem gdy czytasz składniki danych perfum, to już wiesz z jak one pachną.

MC: To miałam na myśli mówiąc o doświadczeniu. Tak to właśnie funkcjonuje, budujesz sobie bazę danych. 

AP: W perfumiarstwie bardzo często używane są te same składniki, są konkretni producenci danych olejków, z których korzystają wszystkie firmy. Niektórzy zastrzegają sobie dostęp do jakiegoś konkretnego olejku i to jest przykry, kapitalistyczny wymiar tej branży. Jakaś duża korporacja znajduje sobie jeden olejek z gwajakowca i uznaje, że będzie na jej wyłączność. I potem ty już nie masz do tego dostępu. 

W internecie piszecie, że jesteście w pracowni przy Chmielnej 10A w Warszawie na stałe. Czy bycie tutaj i tworzenie perfum jest Waszym zawodem w codziennym wymiarze? 

MC: Chciałybyśmy, żeby tak było. Na razie jeszcze nie jest to na tyle rozwinięte, ale jest połową zawodu można powiedzieć. Nie mamy stałego wymiaru godzinowego pracy, raczej działa w ten sposób, że po prostu umawiamy się z osobami indywidualnie na określone terminy albo ustalamy między sobą dni wspólnej pracy, wykonujemy obowiązki takie jak zamówienia bieżące. Dążymy do tego, żeby to działało jak pełnowymiarowa praca, ale zajmie to trochę czasu.

A co robicie poza Alchembotem?

AP: Jesteśmy kucharami, obie. Ja w Barze Mir na Grochowie, a Magda w Młodszej Siostrze.

To dużo zapachów w życiu. 

MC: Tak, mi się to wydaje naturalne i zespolone. Nie chcę powiedzieć, że gotowanie mi szczególnie łatwo przychodzi, bo też się rządzi własnymi prawami, wbrew pozorom jest to o wiele bardziej złożone chemicznie niż robienie perfum. Jest fajne to połączenie, całościowo operuję w ramach tego jednego zmysłu, czuję się temu bardzo oddana. 

Będąc jeszcze przy praktycznym wymiarze, jak znajdujecie zapachy i skąd pomysły na te nietypowe, aż dziwne, np. zapach feromonów słonia? 

AP: Zaznaczę od razu, że wszystkie zapachy takie jak feromony słonia, bobrza sperma itd. są zawsze wegańskie. Korzystamy z wegańskich ekwiwalentów tych zapachów, odtwarzanych na poziomie chemicznym, ale pachną podobnie a czasem dokładnie tak samo jak naturalne.

MC: Jeśli chodzi pozyskiwanie zapachów, to mamy zaufanych dostawców, głównie zaopatrujemy się w internecie, bo bardzo ciężko jest stacjonarnie znaleźć jakieś ciekawe olejki.

AP: Znajdziesz takie podstawowe, takie jakie w aptece można kupić, eukaliptus, trawa cytrynowa. Z pomysłami na zapachy eksperymentujemy. Staramy się mieć szeroki asortyment, jak już długo się pracuje z konkretnymi zapachami, to przychodzi potrzeba czegoś nowego. Zdążają się oczywiście wtopy, czasem zamówimy jakiś olejek i jest super, a czasami jest piękny, ciekawy opis, a zapach okropny. Dowiadujesz się też czego nie zamawiać, robisz selekcję. 

MC: My kupujemy właściwie w ciemno i na bieżąco testujemy. Gdy pojawia się jakaś nowość w sklepie, chcemy się dowiedzieć, co to takiego. Ja mam w sobie bardzo dużo takiej dziecięcej radości jak przychodzą nowe składniki, czasami czekamy z unboxingiem jedna na drugą, żebyśmy razem się zachwycały, więc to jest pełne niespodzianek. 

AP: Ciągle odkrywa się coś nowego, to są takie Kinder jajka.

Niektóre z Waszych perfum ma w składzie bardzo nietypowe, na pierwszy rzut oka odpychające zapachy (kable, beton, pot dziada). Skąd pomysły na włączanie ich w mieszanki?

MC: Jak już poznajemy wszystkie zapachy, które są „ładne”, to trochę przestaje to być zaskakujące. Nie znaczy to, że przestały nam się podobać, bo są dalej przyjemne, ale ja bardzo lubię ten moment, w którym zaciera się granica między czymś co pachnie, a czymś co śmierdzi. U mnie ta granica się bardzo szybko przesuwa. Lubię obserwować ten kontrast pomiędzy tym jak ja odczuwam dany zapach, który mi się realnie podoba, a jak ktoś pomieszczeniu, w którym przed chwilą się psikałam, zapyta „co tak śmierdzi?”.

AP: Ja uważam, że warto dawać miejsce rzeczom, które zdają się być odpychające. One potrafią dawać niesamowite efekty w kontekście całej mieszanki. Jak się powącha sam zapach z kategorii odpychających, to często nie wyobrażasz sobie jak można tym pachnieć. Ale jak pomyślisz o tym sobie w kontekście wszystkich innych składników, to nagle to robi jakiś kontrapunkt, który może pełnić jakąś techniczną rolę w całokształcie zapachu, np. być słoną nutką w czymś słodkim. Może być czymś co się wybija kwaśno wśród matowych zapachów. Taki akord tworzy przełamanie, pokazuje, że te wszystkie „brzydkie” zapachy jednak po coś są. Można też myśleć o zapachu jako o projekcie quasi-artystycznym i tu nie zawsze chodzi o to, by coś pachniało miodem i kwiatkami. Można myśleć o zapachu tak jak o sztuce, która nie zawsze musi być piękna. Czasem jest melancholijna, szara, smutna, czasem brutalna. Gdy tworzyłyśmy zapachy do wystawy „Perfumeryzm” i dobierałyśmy je do wyświetlanego tam tekstu, starałyśmy się za pomocą tej pracy eksplorować zapachem dany rodzaj emocjonalności. Jeden z nich, „Zapomnienie”, miał być słodki i przyjemny, ale miało tam się wkraść coś niepokojącego. Chciałyśmy tam wpleść jakiś element związany z brudną cielesnością. 

MC: Taki naturalistyczny. 

AP: Dzięki temu zestawieniu ten zapach przedstawia sobą coś więcej niż tylko przyjemny wymiar.

Wystawa Perfumeryzm w Kamienicy Hilarego Majewskiego jest pierwszą w Polsce wystawą, w której medium jest zapach, jest manifestem zapachu jako formy artystycznej. Jakie jest Wasze stanowisko w tej emancypacji do świata sztuki?

MC: Poprzez zapach można opowiedzieć jakąś historię, odtworzyć jakąś narrację, która ma oddziaływać emocjonalnie na odbiorcę/odbiorczynię. Ja tak rozumiem sztukę, jako intymną formę wypowiedzi. Zapach jest bardzo emocjonalny, jest takim samym zmysłem jest wzrok czy słuch, a nie do końca się go traktuje podmiotowo w świecie sztuki, poważnie traktowana jest muzyka i obraz. Wydaje mi się to jakąś taką naturalną koleją rzeczy, bo zapachem rzeczywiście można działać i tworzyć ekspresję.

AP: Ludzie są bardzo otwarci na nowe percepcyjne doznania. Mam wrażenie, że moment, w którym powstała nasza działalność splótł się z momentem, w którym świat sztuki zaczął się otwierać na zapach jako medium. Twórcy i twórczynie szukają nowych metod ekspresji. Na przykład zostałyśmy zaproszone do stworzenia zapachów do spektaklu i faktycznie to był chyba pierwszy spektakl w Polsce, w którym używano tego medium do odzwierciedlania akcji na scenie. 

Mówisz o spektaklu „Nie wszyscy pójdziemy do raju” w Teatrze Żeromskiego w Kielcach. Czy mogłybyście szerzej opowiedzieć o tym projekcie? Czy zapach był rozpylany w danych sekwencjach? 

MC: Była to adaptacja powieści Olgi Górskiej, w której było mnóstwo zmysłowych opisów. Reżyserka Karolina Szczypek wskazała nam określone sceny, do których miałyśmy stworzyć zapachy. Puszczałyśmy je z dyfuzorów w odpowiednich momentach spektaklu. Było to fajnym dopełnieniem narracji.

AP: Problem tu jest taki, że teatrach czy galeriach właściwie w ogóle nie ma infrastruktury do rozpylania zapachów. Można by było sobie wyobrazić sposób rozpylania np. przez wentylację lub żeby dyfuzory działały bardziej punktowo, ale ponieważ wcześniej nie było w ogóle takiej koncepcji, to my to robiłyśmy na takiej partyzantce, biegałyśmy po sali, było 6 dyfuzorów w różnych miejscach, musiałyśmy je odpalać w odpowiednich momentach, coś tam dolewać, świecić sobie latarką. 

Dobierałyście zapachy do różnych wystaw i projektów artystycznych, ale też do performensów. Czy to działało na podobnej zasadzie, tzn. zapach wydobywał się z dyfuzora?

AP: Bardzo różnie. Ktoś kiedyś miał taką wizję, że się zapachem po prostu obleje i będzie chodzić i pachnieć.

MC: Albo się popsika lub będzie psikać w stronę publiczności z atomizera. Są to bardzo różne formy i dostosowujemy je indywidualnie do wizji perfomera/performeki. Z reguły jednak to są dyfuzory albo bezpośrednie psikanie z atomizera. 

Przy jednym z performensów, do którego tworzyłyście zapach, postawiono kartkę z ostrzeżeniem „nieprzyjemny zapach/unpleasant smell”. Czy mogłybyście opowiedzieć o tym projekcie i o Waszym nieprzyjemnym zapachu?

AP: To był projekt, który robiłyśmy z Tamarą Briks, która robiła performens na otwarciu Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Opowiadał o jej relacji z baletem. Tamara była kiedyś zawodową tancerką, potem się przeniosła na płaszczyznę performatywną, bo uznała, że ma dość reżimu, który panuje w świecie tańca.

MC: Zatytułowała to „Kompostowanie baletu”. Tym performensem chciała wybudować grób swojej baletowej karierze. W zapachu, który przygotowałyśmy były elementy rozkładu.

AP: Był w nim zapach kalafonii z tego, co pamiętam, czyli żywicy używanej w balecie do smarowania podeszwy baletek, chyba żeby się nie ślizgać na parkiecie. Tamarze zależało, żeby ten zapach nawiązywał do sali baletowej.

MC: Tak, jakieś wyślizgane deski parkietowe…

AP: Przede wszystkim spocone ciało, krew, pot i łzy, więc robiłyśmy zapach, który to wszystko łączył. Faktycznie wyszedł dość nieprzyjemny.

MC: Byłyśmy bardzo dumne, że jest karteczka „nieprzyjemny zapach”.

Czy współtworzycie dużo takich projektów artystycznych?

AP: Tak, coraz więcej. Ostatnio cały czas miałyśmy jakieś projekty, teraz się nam szykują dwa większe, ale nie będziemy zdradzać. To nigdy nie są nasze autonomiczne projekty, zawsze współpracujemy z kimś, osoba artystyczna się do nas odzywa z prośbą o pomoc pod kątem zapachowym. 

MC: Generalnie staramy się rozszerzać naszą działalność o wymiar artystyczny i zawsze nas bardzo cieszy jak ktoś doceni tę warstwę Alchembota. Chciałybyśmy kiedyś zrobić swoją wystawę, ale na razie to w nas dojrzewa.

Czy byłybyście w stanie opowiedzieć mi o zapachach, które wydają się najbardziej nieoczywiste? Np. jakim zapachem jest „powietrze?”

AP: Wyobraź sobie, że stoisz nad morzem i czujesz słoność w powietrzu, trochę wiatr, trochę zapach glonów, ale jednocześnie nie ma tam na tyle wilgoci, żeby uznać ten zapach za wodny.

MC: A z kolei zapach wody – jak pływasz w jeziorze to czujesz jego zapach. Moja mama zawsze się ze mnie śmiała, gdy mówiłam, że odróżniam zapach jeziora od zapachu rzeki. A naprawdę odróżniam! Wyłapuje się te rzeczy w związkach zapachowych.

AP: O niektórych myśli się kategoriami, np. molekuły wodne mają często aftertaste melona, arbuza, albo czegoś takiego w tle. A zapachy są różne. Mamy taki jeden, nazywa się calone, pachnie wiatrem. Każdy, gdy wiatr mu wieje w twarz, wie jak on pachnie, tylko ciężko jest to opisać, bo to są bardzo subtelne zapachy. 

A czym jest np. zarda? 

AP: Zarda to słodki tytoń.

MC: Niektóre z zapachów nazywają się nazwami producenta. My staramy się ułatwiać naszym odbiorcom wyobrażanie ich sobie, więc w miejsce zardy dzisiaj wstawiłybyśmy tytoń, żeby ludzie się nie zastanawiali co to jest, żeby to było bardziej dostępne i mniej enigmatyczne. 

AP: Niektóre molekuły mają bardzo dziwne nazwy, np. fixobois 66606 i nic to nikomu nie mówi, więc czasem trzeba uprościć sprawę dla odbiorców i trochę wymyślić czym to pachnie. 

Kiedy w opisach swoich perfum wymieniacie składniki zapachowe, dodajecie też dopisek „i inne”. Co się pod tym kryje?

MC: Dodajemy to w przypadku customowych kompozycji i po prostu nie chcemy zdradzać wszystkich składników.

AP: Kiedy ktoś robi własny zapach, to najczęściej chce mieć swoje osobiste perfumy z sekretną recepturą. Staramy się dawać lekkie wrażenie ekskluzywności.

MC: Ja myślę, że po prostu dbamy o dyskrecję, bardzo szanujemy ten rodzaj intymności, który zachodzi pomiędzy nami a osobą, której robimy perfumy i trochę traktujemy to jako wspólny proces kreatywny

Złapię się tej (quasi)ekskluzywności, o której wspomniałyście. To jest jeden z elementów który poruszacie w manifeście wybrzmiewającym na wystawie „Perfumeryzm”. Jak na to patrzycie? Kiedy zachowujecie tą ekskluzywność a kiedy ją odrzucacie?

AP: Głównie staramy się nie być ekskluzywne. Wiadomo, jest to tworzenie perfum, więc jest to proces bardzo personalny, intymny, ale chcemy, żeby to było po prostu bardziej egalitarne. Ta ekskluzywność, o której wspomniałam, dotyczy intymności i tego, że uczestniczymy z kimś w jakimś procesie. Ale ekskluzywność świata perfumiarskiego jest męcząca. Niektóre zapachy są niedostępne, olejki bywają drogie, tak jak już wspominałyśmy, a ceny perfum potrafią być ogromnie zawyżone, tak samo jak z ubraniami, których produkcja jest tania, a cena nieproporcjonalnie wysoka.

MC: W naszej pracy wyszczególniamy dwa najważniejsze rodzaje dostępności. Pierwszą jest ta dostępność cenowa, bo będąc przy tym, że węch jest pierwotnym, powszechnym doświadczeniem, to fajnie by było dać ludziom możliwość eksplorowania tego zmysłu bez poczucia nieadekwatności i braku przynależności do danej klasy społecznej. Z tego poziomu podchodzimy do dostępności, brzydko mówiąc, dyskursywnej. Bardzo dużo osób do nas przychodzi mówiąc, że nie wie czego chce, jak opisać to co im się podoba albo nie zna się na zapachach. A tu nie o to chodzi. Ostatecznie, gdy zachęcamy, żeby powiedzieć nam historię, którą ma opowiadać zapach albo, żeby opisać go kształtami, kolorami albo czymkolwiek chcą, to nagle się okazuje, że osoby dokładnie wiedzą czego chcą, tylko obawiają się zrobić jakiegoś rodzaj faux-pas. To jest bardzo intuicyjna, prosta rzecz. Zależy nam na tym, żeby to wyszło z takiego zadętego perfumiarskiego dyskursu. Wiadomo, że każda dziedzina rządzi się swoimi prawami i operuje wewnętrznym językiem, ale fajnie by było to tłumaczyć na coś bardziej powszechnego.

To macie na myśli mówiąc o prostych impresjach, o które opiera się perfumeryzm?

AP: Tak. One bardzo często są trafne. Ludzie są często niepewni, mówią „ja czuję coś takiego w tym, ale nie wiem, ja się nie znam”, potem okazuje się, że my też to czujemy i tak naprawdę to nie jest kwestia znania się czy nieznania się, tylko tego, żeby się ośmielić. 

MC: To jest bardzo percepcyjne. Tak samo jak patrzę się na jakąś rzeźbę i ktoś mi powie, że ja widzę to i tamto, no to też to dostrzegasz. Po prostu to jest kwestia punktu widzenia. 

Jakie macie plany na Alchembot? Co Was czeka w  najbliższym czasie?

AP: Na razie można nas znaleźć tylko na Instagramie i prowadzimy naszą działalność na dość małą skalę, a chciałybyśmy ją poszerzyć, znaleźć miejsca dystrybucji, teraz można kupić nasze perfumy w sklepie Serwis w Warszawie, jesteśmy też w Krakowie w Turnusach. Szykują nam się dwie wystawy w większych instytucjach. Teraz przede wszystkim chcemy się skupić na próbie zwiększenia widoczności poza naszą bańką.

Czy pracując w zapachami w takim wymiarze jak wy, można mieć jeszcze swój ulubiony?

MC: Ja mam obszar zapachów, w którym od zawsze lubię się poruszać: ciężkie, wyraziste, trochę drapiące. Miewamy tymczasowe obsesje, odkrywamy potencjał jakiegoś składnika i dużo go używamy po to, żeby się przypatrzeć temu w jaki sposób on pracuje, zbadać jego możliwości. Ja zdecydowanie mam swoje typy, bardzo lubię nuty skórzane, dymne, pieprzne, ostre, słone. Rozumiem też potrzebę posiadania zapachu sygnaturki, też mam taki, wiem, że do śmierci będę go miała, zawsze jest mi bliski. 

AP: Ja kiedyś miałam bardzo określony typ zapachów, głównie robiłam rzeczy, które są ziemiste, wilgotne, wodne…

MC: Takie efemeryczne (śmiech).

AP: Ale teraz mam perfumy z każdej możliwej kategorii zapachów i to jest bardziej kwestia tego jak się czuję danego dnia. Jak się czuję bardziej girlboss, to się psikam tym co jest bardziej skórzane, intensywne, przyprawowe, ale jak się czuję odklejona to psikam się czymś bardziej typu fairycore. Nie lubię nosić zapachów, które są słodkie, bo czuję się wtedy strasznie przytłoczona i niedobrze mi jest. Ale do samego zapachu słodkiego staram się podchodzić jak do osobnego bytu, którego właściwość też trzeba docenić. Kiedyś usłyszałam taką mądrość od mojego przyjaciela: „dobrą lodziarnię oceniasz po tym, czy mają dobre lody waniliowe”. Zrobić dobry, ale prosty zapach to też jest sztuka. Ludziom się wydaje, że zrobienie basic zapachu może być proste, ale to tego też trzeba się przyłożyć i włożyć serce.

MC: Tak, to będzie wyczuwalne, szczególnie że robienie zapachów, a właściwie każdy proces twórczy bardzo mocno odzwierciedla czułość

Zobacz również

Instagram

Skontaktuj się z nami!

    WybierzEdukacjaWizytaInny


    WybierzEdukacjaWizytaInny

    Newsletter

    Dowiedz się o nadchodzących wydarzeniach
    i wystawach. Subskrybuj naszego newslettera
    i bądź na bieżąco.