Zaczęło się niewinnie: od fanaberii wypowiedzianej pół żartem, pół serio. Miniatura na kamienicę i fortepian, zróbmy z budynku instrument. Kompozytorem będzie Zygmunt Krauze (mierzymy wysoko). Pomysł dojrzewał kilka lat. W międzyczasie w Kamienicy pojawiły się muzyczne realizacje: „Hommage à Krauze”, warsztaty „Ściana dźwięku”, „Gra Miejsca” z wątkiem dotyczącym zmysłu słuchu i wiele innych, już nie muzycznych a interdyscyplinarnych projektów.
W końcu nadszedł czas na „Otwartą”. Wybór osób kompozytorskich był podyktowany nie tylko faktem, że to artyści i artystki łódzkie, niezwykle zdolne, ale też tym, że wszyscy troje pobierali naukę właśnie u Krauzego. Ta klamra na nowo otwierała możliwość dokonania się kompozycji.
Kamienica Hilarego Majewskiego jest jak żywy organizm, w którym wibruje jak w jednej z 19 łódzkich rzek. Chociaż wnętrza parteru i piano nobile nie są wyposażone – nie ma tu historycznych mebli, biblioteczki czy biurka architekta, wypełnia je na co dzień dźwięk. Obserwacje warsztatowiczów, soundscape’y artystów, westchnienia zwiedzających oraz głosy ekspertów scalają się tu w osobliwą polifonię. Wykusz daje zupełnie inne wrażenia akustyczne niż pomieszczenie, do którego przylega – Salon Muzyczny. Eksploracja przestrzeni jest tutaj wielozmysłowa, a zagadnień fizyki doświadcza się na własnej skórze.
16 listopada 2025 roku w Kamienicy Hilarego Majewskiego w Łodzi, jeden po drugim nastąpiły pokazy „Otwartej na 18 ścian” – kompozycji na kamienicę, skrzypce, fortepian, wiolonczelę, elektronikę i tancerkę. To nie tylko premiera utworu trojga łódzkich kompozytorów: Aleksandry Chciuk, Kuby Krzewińskiego i Anny Sowy. To też pierwsze publiczne wystąpienie Kamienicy w roli instrumentu . Ściany – pudło rezonansowe, elementy architektoniczne – membrany, struny, wentyle. Uruchamiane, szarpane, poruszane przez eksperymentalny kwintet, w skład którego wchodziły zarówno wymienione. osoby kompozytorskie, jak tancerka Maja Caban i wiolonczelistka Julia Partyka.
Ja wcieliłam się w „Przewodniczkę”. Witałam publiczność i kierowałam w odpowiednim momencie do kolejnych pomieszczeń, towarzysząc jej w czasie trwania całego performansu. Od tego momentu minął już jakiś czas, a ja mam w głowie coraz więcej pytań. Dlaczego „na 18”? Jak liczyć ściany? Kto kogo potraktował performatywnie? I gdzie leży granica między wykonawcą a kompozytorem?

Fot. Weronika Biełuszka
Otwarta na 18
Kompozycja w płynny sposób traktowała poszczególne „sceny”, uruchamiając je lub pozostawiając aktywnymi w momentach, w których nie mogliśmy być tego świadkami. Dołączało się wobec tego do sytuacji już dziejącej się albo pozostawiało się akcję rozgrywającą się dalej, już bez nas. Szalone robaki na baterie, różnej maści grzechotki i przeszkadzajki uruchomione w pierwszej scenie przez Chciuk, wibrowały na strunach fortepianu na długo jeszcze po tym, jak publiczność opuściła pomieszczenie.
Utwór rozgrywał się w siedmiu pomieszczeniach i na klatce schodowej łączącej parter z pierwszym piętrem budynku. Pokoje piano nobile są rozłożone w sposób umożliwiający zapętlenie, co twórcy wykorzystali w przebiegu kompozycji. Podążająca za „Przewodniczką” publiczność miała do dyspozycji zwykle więcej niż jedną perspektywę. Na przykład, na poruszającą się do wytwarzanych przez samą siebie odgłosów Maję Caban spoglądano zarówno z małego salonu z wykuszem, jak i z salonu muzycznego. Nagłośnione tarcia płytek przytwierdzonych do ciała tancerki przy każdym jej ruchu nawarstwiały się w zgrzytliwym klekocie.

Fot. Weronika Biełuszka
Kompozycja/Ekspozycja
Sam początek utworu dał do zrozumienia, że Kamienica jest żywą materią, że też gra. Tłum skupiony w niewielkim Gabinecie wczytywał się w ledwo słyszalne acz przenikliwe wibracje skrzypiec. Spojrzenia skierowane w stronę ukrytego w ścianie lufciku. Czy to stamtąd wydobywa się dźwięk?
Jeszcze się nie zdążyło przyzwyczaić do myśli, że po drugiej stronie łka jakaś dusza, kiedy tuż obok drzwi ożywają, drżą, tłuką, pękają w szwach. Drapanie i szelesty spotęgowały uczucie niepokoju, a wyobraźnia podpowiadała obraz Cerbera usiłującego wydostać się z zamknięcia. A potem kilka równomiernych puknięć i Cerber odpuścił. Otwarte drzwi ukazały Olę Chciuk przy fortepianie i dwie osoby pochylone nad wiolonczelą. To Maja Caban i Julia Partyka, ze skupieniem dmuchające w struny, w rytmie powtarzanym później jeszcze kilkakrotnie – leitmotif utworu. Ten rytm tak wbił się w umysły publiczności, że jeden ze słuchaczy nawet nim później pokasływał.
Następna scena miała miejsce na klatce schodowej kamienicy, która znów zagrała pierwsze skrzypce. I to dosłownie, bo poręcze zostały użyte przez muzyków jako struny. Tajemnicze ręce prowadziły niezliczoną ilość smyczków po tralkach i stopniach schodów. Jednocześnie na ekranie wyświetlone były kadry z kobiecym ciałem w geście ze smyczkiem lub bez, grającym na elementach architektury. Ta zdublowana rzeczywistość spotęgowana została jeszcze grą cieni, wynikającą ze sposobu oświetlenia sytuacji w taki sposób, że cały sufit dawał wrażenie bycia w ruchu.
Kolejne pomieszczenia zaskakiwały publiczność nowymi doznaniami. W obydwu wykuszach prezentowały się obiekty – instalacje audiowizualne autorstwa Kuby Krzewińskiego i Aleksandry Chciuk. Ich cechą wspólną była hipnotyzująca minimalistyczna forma nawiązująca do unizmu, którego prekursorem w muzyce jest Zygmunt Krauze.
Od momentu oswojenia się z obiektami, uczestnicy dostawali raz po raz coraz intensywniejsze sygnały, że oto dzieje się coś niesłychanego. Najpierw indywidualnie: Caban w zapiekłym tańcu z płytkami na ciele, Krzewiński w szorstkiej interakcji dłońmi ze ścianą, a Partyka w podobnym geście uderzająca we własną wiolonczelę, każde w osobnym pomieszczeniu. Zaraz potem jakaś niewidzialna siła przyciągnęła ich do siebie, a pomiędzy nimi wiolonczela i skrzypce stoczyły walkę w klimacie corridy, w której czerwoną płachtą jest oddech. Po kulminacyjnym tutti przyszedł czas na chill. W sali jadalnianej skupiliśmy się wszyscy wokół ściany dźwięku, z której wydobywał się kojący ambient. W ten sposób rozegrał się ów intymny, hauntologiczny koncert.

Fot. Weronika Biełuszka
Kto kogo potraktował performatywnie?
Krzewiński trylujący zza sekretnych drzwiczek, Sowa w ukryciu sterująca elektroniką jak tajemnicza dyrygentka. Chciuk wykonująca „szmerowy” dźwięk na ramie fortepianu pocieranej kawałkami drewna wypalanymi metodą Lichtenberga. Gra smyczkami na różnych powierzchniach kamienicy. A czasem bez smyczka, nadgarstek w sugestywnym geście. Ruch, który co jakiś czas zastyga, w pewien sposób wchodzi w kontakt z kamienicą jako instrumentem albo z instrumentem jako obiektem, starając się go wizualnie „rozszerzyć”.
Hybrydowy, instalacyjny charakter „Otwartej” pozwolił na złamanie konwenansu tradycyjnego koncertu w pięknym wnętrzu i wykorzystanie przestrzeni do gry ról. Bogate zdobnictwo neorenesansowej kamienicy przełożone zostało na ornamentykę kompozycji. Tryle, mordenty, obiegniki, powtarzane w minimalistycznym sznycie, przetwarzane na różne sposoby, stanowiły podstawowy element formotwórczy. Część partii była improwizowana, co osoby dociekliwe sprowokowało do pozostania na drugim pokazie.
Siłą tego spektaklu było to, że zawsze się coś traciło. Ta strata wręcz uwalniała; oglądający/a musiał/a się prędzej czy później pogodzić z tym, że nie wszystko zobaczy/usłyszy. Tworzyła się tym samym pewna więź pomiędzy uczestnikami. Ufało się, że któraś z osób uzupełni luki i dopełni obraz całości.
W tym roku planujemy kontynuację działań na styku muzyki i architektury.
C.D.N.

Fot. Ada Słowikowska

Fot. Ada Słowikowska
Ada Słowikowska – urodzona w Łodzi, działa na rzecz swojego miasta wielopłaszczyznowo. Łączy dziedziny, przeplata języki, eksploruje zmysły. Edukatorka i animatorka kultury w Kamienicy Hilarego Majewskiego, w której współtworzy przestrzeń Hilarium i rozbudowuje program o autorskie artakcje. Z wykształcenia rytmiczka (Akademia Muzyczna im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów w Łodzi) i romanistka (Uniwersytet Łódzki). Wiceprezeska Fundacji ARTernatywa. Organizuje, koordynuje i prowadzi wydarzenia, takie jak Marmolada session, #SloMo – warsztaty ze zwalniania tempa czy Cultured t@lks.