Jedną z pierwszych rzeczy, która ujęła mnie w mieście Łodzi to bary. Zaczęło się od The Eclipse Inn i Ignorantki (o The Eclipse Inn jeszcze kiedyś napiszę, Ignorantki już nie ma). W miarę poznawania Łodzi, zataczania szerszych kręgów od epicentrum Piotrkowskiej, odkryłam miejsca, które najbardziej w punkt odpowiadają moim wymaganiom barowym. Wymagania te wymieniłam je w zajawce tego tekstu.
W Łodzi jest ich jeszcze sporo, choć i tak coraz mniej. 10 lat temu w Miej Miejscu Nina Starkowska opisywała swoje barowe ścieżki, wtedy piwo z kija kosztowało pewnie 6 złotych. Mamy takie same gusta, więc próbowałam podążać śladami jej przewodnika, ale żadne miejsce już nie istnieje. Wyjątkiem jest Football Pub (w tekście poniżej).
Ostało się już niewiele z lokali, które można nazwać prawdziwymi pijalkami, z określonym stopniem speluniarstwa. Niektóre z przedstawianych przeze mnie barów będą plasować się niedaleko, ale jednak odrobinę poniżej tego pułapu. Kolekcjonuję łódzkie spelunki, miejsca, do których wchodzisz i wita cię poważny wzrok stałych bywalców siedzących przy stolikach, wszyscy się znają i mruknięciem sygnalizują polanie kolejnego, na drugą nóżkę. Lokalsi często przychodzą tam sami i zawsze znajdują kogoś do rozmowy (na przykład ciebie), tworzy się jakaś mała społeczność od kieliszka.
Takie spelunki, dzieci przedwojennych szynków, to lokalny mikroświat i inna kultura barowa – bez franczyzy, social mediów i ogłady. Odstają w tym od krajobrazu barów i knajp przy Piotrkowskiej, które przyciągają najwięcej gości i gościń.
Wieloletnie, ostatnie pijalki-niedobitki znajdują się już raczej dalej od Śródmieścia i Piotrkowskiej, niektóre to już przygoda na Bałutach, głębokim Radogoszczu, Górniaku. Picie tam piwa to świetna okazja do wycieczki krajoznawczej.
Wiadomo, takie klimaty nie są dla wszystkich, ja jednak zapuszczam się do psich barów i szukam kłopotów:).
Pub Kasztany – Kilińskiego 136 (Widzew)
Najpierw były KASZTANY, potem ASZ ANY, potem SZ ANY. Zawsze, jak należy, używaliśmy odpowiedniej nazwy, zgodnej z brakami w szyldzie. Przyćmiony budową nowego osiedla mieszkalnego, do niedawna z widokiem na pusty plac, rzeczywiście stoi pod dwoma okazałymi kasztanami. W środku grzyb na ścianie zasłonięty przedawnionymi kalendarzami i flagami polski, włączony telewizorek z muzyką z lat 80. (chyba, że jest mecz), przejście do baru w głębi jak wybieg między dwoma rzędami stolików, poprowadzi cię tam spojrzenie wszystkich klientów. W ofercie duży wybór piwa i mocniejszych trunków oraz menu jedzeniowe – zapiekanki, hot dogi, flaczki… Filip zamówił tu kiedyś burgera i powiedział, że ma smak jak z gastrobudki z lat 90. (nie może go znać, urodził się w 2001 roku). Na zewnątrz ławy w cieniu kasztanów i nowego bloku, za popielniczki służą zardzewiałe puszki po orzeszkach ziemnych Felix.

Pub Kasztany. Fot. Hela Dondé
Pub Kasztany na jakiś czas przestał istnieć na mapach Google, a to za sprawą niemałej afery. Pub SZ ANY został zwandalizowany, jeden z łódzkich graficiarzy uzupełnił sprejem wybrakowane litery w szyldzie, mianowicie dodał „ZA” i „CZ”. Potem przemianowano to miejsce w mapach jako Pub Zaszczany (tu wideo z tej brzydkiej akcji). Akurat tej wersji nazwy nie używaliśmy, było nam przykro. Sytuacja zmotywowała właścicieli do powrotu do pełnej nazwy w szyldzie, wrzutę zmyto, uzupełniono braki w literach. Teraz chodzimy do Pubu KASZTANY i świat kręci się dalej.
Aktualizacja:

Pub Kasztany. Fot. Hela Dondé
Bar Cegielnia – Tokarska 2 (Stare Bałuty)
Funkcjonowanie Baru Cegielnia dostosowane jest w stu procentach do rytmu życia Bałuckiego Rynku, przy którym się znajduje (godziny otwarcia: 6 rano – 16). Sprzedawcy i handlarki z targu mogą wskoczyć tu z początkiem dnia pracy – o świcie. Kiedy weszłam tam pierwszy raz, jako nowa postać w stałej cegielnianej społeczności, wywołałam poruszenie. Po godzinie znałam już wszystkich (Helena, my tu jesteśmy grande familia!). Tutaj wszyscy kochają Bałuty, każdego gościa i gościnię wita salwa entuzjazmu, na bigos mówi się Bee Gees, a na barmankę Matka Teresa.
Siedzę sobie w barze,
Gdzieśtam na Ceglanej,
I tak sobie marzę,
Bo mam tatuaże.
– Wędrowiec Życia, technika: freestyle, Bar Cegielnia 13/03/25

Bar Cegielnia. Fot. Hela Dondé

Bar Cegielnia. Fot. Hela Dondé
Żeby dotrzeć do Smyka (zwyczajowa nazwa to jednak „Bar u Zdzicha”) musieliśmy przejść labirynt osiedla Radogoszcz Wschód, które Kamil uważa za architektoniczny majstersztyk. W ogóle samo to blokowisko ma jakiś niezwykły klimat, Plac Słoneczny – twierdza z lat 90., arkadki, schodki do balkonów parterowych, pawilony, rondka, no wszystkie rozwiązania. Warto się tam przejść nawet nie w celu picia piwa – chociaż jaka to zmarnowana szansa. Jeden z osiedlowych przesmyków, przy którym znajduje się Bar u Zdzicha, też jest jakiś cudny, klimatyczny, a w barowym ogródku rosną sosny jak przy typowej smażalni ryb nad morzem. Też są parasole z logiem piwa i te lepkie, długie ławy i stoliczki. W środku plakaty z gołymi babami, boazeria i klucz do toalety na metalowej obręczy. Polska jest piękna.

Bar u Zdzicha. Fot. Hela Dondé
Kamil od razu wdał się w rozmowę z rzeczonym, bardzo eleganckim panem Zdzichem o architekturze. Ja dowiedziałam się, że to miejsce to nie byle co. Pan Zdzisław zaczął budowę w 1987 roku, kiedy wokół były jeszcze pola, a lokal otworzył w 1989 i początkowo był to bar obiadowy. Główną klientelę stanowiły wtedy dzieciaki z pobliskiej szkoły, ale niedługo potem uruchomiono im szkolną stołówkę i przestały przychodzić, a biznes przestał się kręcić. Wtedy lokal zaczął przemieniać się w osiedlowy pub (urozmaicono wnętrze o darta i gołe baby) i od ponad 30 lat piją tam piwo kolejne pokolenia radogoszczan i radogoszczanek. A także przypadkowa warszawianka i bydgoszczanin.

Bar u Zdzicha. Na zdjęciu to nie Kamil. Fot. Hela Dondé
Pub „Miśka” – Rzgowska 24 (Górniak)
Niska zabudowa kamieniczna na tej wysokości ulicy Rzgowskiej sprawia, że czuję się jakbym była na rynku jakiegoś małego miasta. Pub „Miśka” znajduje się vis à vis pętli tramwajowej, kiedy przejeżdża tramwaj piwa trzęsą się na stole. Przy okazji odwiedzania tego lokalu, polecam zajrzeć do bramy dwa numery dalej i popatrzeć na rynsztok, który opisuję w przewodniku po łódzkich bramach (polecam się).
To, czego nie wiem, to czy jest to Pub Miśka, tzn. jego – Miśka (dopełniacz), gospodarzem jest jakiś Misiek; czy jest to Pub „Miśka” (mianownik), ona: Miśka, kim jest Miśka? „Pijemy dzisiaj piwo u Miśka” czy „w Miśce”? Nie wiem, wolna interpretacja.

Pub Miśka. Fot. Hela Dondé
Szyld (Pub „Miśka” ZAPRASZA ZAPRASZA) i disco świetlna okrasa – wybitne, wewnątrz niemal brak naturalnego światła, dużo durnostojek, obowiązkowy tivik z programem muzycznym, darty, menu jedzeniowe: schabowy, pomidorowa, oczywiście flaczki i wiele innych pozycji. Lokal dzieli się na dwie sale: mniej imprezową i bardziej imprezową. W bardziej imprezowej ostają się dekorację z jakichś wydarzeń okolicznościowych, często zgaszone jest tam światło, w sumie nic dziwnego, chodziłam tam tylko w poniedziałki*.

Pub Miśka. Fot. Hela Dondé
Do moich ulubionych momentów w Miśce (u Miśka??) zalicza się zasłyszana, bardzo zawzięta rozmowa wszystkich obecnych o kobiecym biuście. Wiadomo, ulubiony temat, ale omawiany w afekcie z naprawdę pełną klasą. „Kazikowa to ma takie ooooooo”, „Ale nie zapominaj o Zosi”, „To jakie ona ma bimbały”, „Jakby zrobić zdjęcie to by się w kadrze nie zmieściły” i w odpowiedzi rozmarzone „ooooo”, „mmmmm”. „No Andrzejku ty już nie pijesz”. I to, proszę państwa, jest przepiękna ciągłość dziejowa. Nieważne czy jest XVII, XX czy XXI wiek, zawsze będziemy chodzić gdzieś pić piwo i gadać o cyckach.
*W Łodzi z jakiegoś powodu sporo barów jest zamknięte w poniedziałki, dlatego łódzkim barom otwartym tego dnia należy się wyjątkowe uznanie.
Pub u Władka – Armii Krajowej 32 (Retkinia)

Pub u Władka. Fot. Hela Dondé
Pub w blaszaku, ogródek za płachtą bambusową, wewnątrz boazeria – jakbyśmy byli w porcie nad jakimś morzem, a na kufel piwa przychodzili tutaj marynarze. Nieprawda, w rzeczywistości jest to parking między pawilonami i stoiskami targowymi, te zaś między wysokimi blokami Retkini. Iluzja egzotyczności nie jest jednak bezpodstawna, na elewacji bloku nieopodal namalowane są wielkie piramidy i słońce na tle niebieskiego nieba. Także tak, jesteśmy w egipskim porcie, w pobliżu piramid, zimne piwo chłodzi od murowanego słońca, wokół targowisko handlarzy i handlarek ze wszystkich stron świata (województwa łódzkiego).

Wierszyk Jana Warszewskiego. Lokal należy naturalnie do Władka, a gości obsługuje najczęściej jego żona – Beata.Pub u Władka. Fot. Hela Dondé
Football Pub – OFF Piotrkowska, obok pasażu Chavy Rosenfarb
Wystrój tworzy piękna kolekcja szalików piłkarskich, która zajmuje ok. 90% powierzchni płaskiej wnętrza. Na telewizorku zawsze leci jakiś mecz i zawsze ogląda go wierna publika nie wiadomo jakiego klubu. Z ogródka przyozdobionego szyldami HAPPY BIRTHDAY (w motywie oczywiście piłkarskim), co chwila krzyczy się „Ile jest?!”, „1:0”, „Kuuuuurwa”. Właściciel, pan Zbigniew Karol ps. „Karol”, jest byłym piłkarzem RTS-u z ’82 roku. Jego zdjęcie z drużyną wisi dumnie na ścianie przy wejściu, nietrudno znaleźć na nim młodego Karola. Po kilku wizytach w Football Pubie i spontanicznych rozmowach ze stałymi bywalcami i bywalczyniami, wchodzę już tam, zbijając z nimi sztamę i jestem umówiona z Darkiem i Tomkiem na za 3 tygodnie, bo pojechali w tę samą podróż co ja na Bałkany i mają mi opowiedzieć jak było.
Do zapamiętania: płatność tylko gotówką i rozmowa ze stolikiem obok właściwie gwarantowana.

Football Pub. Fot. Hela Dondé
Hela Dondé – redaktorka magazynu Kolumna. Absolwentka Wydziału Badań Artystycznych i Studiów Kuratorskich na ASP w Warszawie. Organizatorka wystaw i wydarzeń artystycznych, obecnie zajmuje się redakcją i tworzeniem treści do magazynu Kolumna. Obszarem jej badań jest najczęściej architektura, sztuka, historia mówiona, tożsamość miejsca i lokalność. Od 2023 roku współtworzy łódzki kolektyw Cyrk pod Zielonym Xiężycem.