ZAKAZ PARKOWANIA! – przewodnik po łódzkich bramach

Hela Dondé

Niektórzy spacerują, niektórzy się szlajają. Ja należę do tych drugich. Ciekawość pcha przez dziury w płocie, niskie murki, a przede wszystkim przez otwarte bramy – bo jak otwarte to zapraszające do środka.

Po latach wędrówek zebrała mi się osobista kolekcja łódzkich podwórek, które odznaczają się CZYMŚ i pozostają w pamięci. W zestawieniu oddają osobliwą specyfikę miasta, bo przecież Łódź stoi kamienicami, czyli też podwórkami, a w nich można znaleźć dużo smaczków.

Nazywam ten przewodnik przewodnikiem po „bramach”, a nie „podwórkach”, ponieważ nie będę tu raczej pisać o reprezentacyjnych miejscach takich jak Pasaż Róży przy Piotrkowskiej 3 czy Narodziny Dnia przy Więckowskiego 4, ale skupię się na miejscach czasem zwyczajnych, czasem zapuszczonych, do których określenie „brama/w bramie” bardziej mi pasuje. Pod zebranymi tu adresami można znaleźć ciekawostki historyczne, przejawy miejskiego folkloru, murale i wrzuty godne uwagi, rzeczy ładne, a także (szczególnie w jednym przypadku) rzeczy smutne. 

Czytelników i czytelniczki, które zechcą skorzystać z niniejszego przewodnika i samodzielnie wejść w bramy, uprzejmie zachęcam do zaglądania w podwórka w sposób nieinwazyjny i po cichutku, z szacunkiem dla osób, które te wyjątkowe miejsca zamieszkują.

TRAUGUTTA 5

W to podwórko nie można wejść z marszu, brama jest zamknięta, można ewentualnie wbiec za kimś wchodzącym lub uczynić następująco: by zobaczyć to, co trzeba, należy kucnąć po prawej stronie bramy i patrzeć przed siebie, trochę do góry, nad okna pierwszego piętra oficyny poprzecznej. Tam mieści się zachowany z czasów przedwojennych napis brzmiący „Gott grüss die Kunst”, co oznacza „Niech Bóg błogosławi sztukę” lub „Boże błogosław sztukę”. Ciekawe, co?

Gdzie kucać? Ul. Traugutta 5. Fot. Hela Dondé

Gdzie kucać? Ul. Traugutta 5. Fot. Hela Dondé

Ten budyneczek, oficyna poprzeczna, została wzniesiona na zabudowanej już działce około 1910 roku w celach gospodarczych. W latach 30. XX wieku wynajął ją od właścicieli nieruchomości Kazimierz Lineburg, pochodzący z Niemiec drukarz, który przeniósł na Traugutta 5 swoje Artystyczne Zakłady Graficzne. To on zlecił umieszczenie napisu na fasadzie swojej pracowni. A „Boże błogosław sztukę” to tradycyjne pozdrowienie drukarzy. Witali się w ten sposób zarówno w mowie jak i na piśmie, tradycyjną odpowiedzią było „Niech ją błogosławi!”. Był to subtelny manifest podnoszący rzemiosło drukarskie do rangi sztuki. Podobne napisy, czy też szyldy, można czasem znaleźć na budynkach w niemieckich lub poniemieckich miastach, wiadomo wówczas, że mieściła się tu kiedyś drukarnia.

Oficyna poprzeczna przy Traugutta 5. Fot. Hela Dondé

Oficyna poprzeczna przy Traugutta 5. Fot. Hela Dondé

BERLIŃSKIEGO 15

Ta kamienica jest jedyną zachowaną w całości (front+oficyny) na tej ulicy. W budynku pod nr 15, gdy ulica nazywała się jeszcze „Pieprzowa” wychował się żydowski pisarz i poeta Izrael Rabon. Na Bałutach mieszkał od drugiego roku życia i uczęszczał tu do chederu, na którym formalnie zakończył swoją edukację, czyli w wieku 13 lat. Jako czternastolatek zaczął pisać wiersze w jidysz, które ukazywały się w łódzkiej prasie żydowskiej. Był prozaikiem, poetą i redaktorem, pisał powieści w odcinkach, współpracował z dziennikiem „Lodzer Tageblat”, „Hajnt” czy „Unzer Ekspres”. Jest znany m. in. z niedokończonej powieści Balut: roman fun a forsztot (jid. Bałuty – powieść o przedmieściu, 1934), która opowiada o ówczesnych realiach dzielnicy, z której Rabon pochodził. 

ul. Hersza Berlińskiego 15 (dawna Pieprzowa). Fot. Hela Dondé

ul. Hersza Berlińskiego 15 (dawna Pieprzowa). Fot. Hela Dondé

Rabon jest mi bliski, ponieważ czytałam jego twórczość i na jedynym zachowanym portrecie bardzo przypomina mi mojego 7-letniego sąsiada.

Poza tym, w samej bramie tego budynku znajduje się moja ulubiona wrzuta ze wszystkich jakie widziałam w Łodzi. Nie powiem jaka. Jest bardzo wulgarna i bardzo śmieszna.

PIOTROWSKA 26

Jednym z charakterystycznych zjawisk architektonicznych w Łodzi są dziwacznie długie  i wąskie podwórka. Powodem tego – w skrócie – były inne założenia dla nowopowstałego miasta przy wytyczaniu działek.

W latach 20. XIX wieku, kiedy zakładano miasto Łódź, grunty dzielono na wąskie, ale długie parcele w celu zakładania na nich ogrodów sukienniczych. Było to zgodne z pierwotnym założeniem, według którego rozwój produkcji przemysłowej powinien być połączony z produkcją rolną. Celem tych ogrodów było utrzymanie pewnej samowystarczalności żywieniowej mieszkańców. Miasto jednak przerosło te założenia. 

Nie przypuszczano, że Łódź zyska tak wielkomiejski charakter, z czasem działki zostały zabudowane gęsto budynkami mieszkalnymi, na które było gigantyczne zapotrzebowanie. Jako że parcele były wytyczone w takiej nietypowej formie, budownictwo musiało się do nich dostosować. Podwórko przy Piotrkowskiej 26 jest tego dobrym przykładem.

Piotrkowska 26. Fot. Hela Dondé

ul. Piotrkowska 26. Fot. Hela Dondé

Działka była zabudowana z każdej strony oficynami, ale co ciekawe, lewa oficyna nie przetrwała, ale zostawiono jej fragmenty w formie wielkich przypór. Robią one dziwne wizualne wrażenie. Adres jest jednak najbardziej znany z muralu „Zwykły”, który powstał tu w 2010 z inicjatywy grupy Twożywo. Wielki mural i przypory sprawiają, że jest tu jakoś monumentalnie. 

A jako ostatnią ciekawostkę dorzucę kadr z Akademii Pana Kleksa (1983), którą kręcono tu i w kilku innych łódzkich podwórek.

Kadr z „Akademii Pana Kleksa” (1983). Podwórko przy Piotrkowskiej 26.

Kadr z „Akademii Pana Kleksa” (1983).

Piotrkowska 26. Fot. Hela Dondé

ul. Piotrkowska 26. Fot. Hela Dondé

SZARA 18

Trochę nie wiem co o tym miejscu powiedzieć, bo tu wszystko mówi samo za siebie. Autorem jest jeden lokator tej kamienicy. W każdym zakamarku jest kolejna wrzuta albo ozdobnik. Niezwykła dbałość o detale. Na klatce schodowej to samo. Zdjęcia poniżej pokazują tylko niewielki fragment tego monumentalnego dzieła, jest tam naprawdę sporo czytania i oglądania. 

Ale można miło sobie otoczenie zaaranżować, co? Uwielbiam ludzi, którym SIĘ CHCE.

Szara 18, front. Fot. Hela Dondé

Szara 18, front. Fot. Hela Dondé

Szara 18. Fot. Hela Dondé

Szara 18. Fot. Hela Dondé

Szara 18. Fot. Hela Dondé

Szara 18. Fot. Hela Dondé

Szara 18. Fot. Hela Dondé

Szara 18. Fot. Hela Dondé

ŻEROMSKIEGO 56 

Na tej działce stoi kamienica (ustawiona dziwnie bokiem do ulicy) i zgliszcza. Brama powinna być otwarta, można podjeść. Widok tej kupy gruzu zawsze wprawia mnie w dziwny nastrój. 

Nie zdążyłam go zobaczyć, choć wprowadziłam się obok. Chwilę później, w sierpniu 2024 się zawalił. Potem podchodziłam oglądać kolejne stopnie rozpadu.

Stał tu dawny kościół Braci Morawskich – wspólnoty ewangelickiej znanej jako Herrnhuci (nazwa pochodzi od miasta Herrnhut, które założyli jako uchodźcy religijni). Nawiązując do tradycji braci czeskich, wzywali do pacyfizmu i ekumenicznego zbliżenia między różnymi wyznaniami chrześcijaństwa. Dotarli w okolice Łodzi jeszcze na początku XIX wieku organizując pierwsze zgromadzenie w Nowosolnej. 

Widok kościoła w roku 1913. Fotografia pochodzi z gazety „Lodzer Zeitung”. Źródło: Fotopolska.eu

Widok kościoła w roku 1913. Fotografia pochodzi z gazety „Lodzer Zeitung”. Źródło: Fotopolska.eu

Kościół przy Żeromskiego (wtedy Pańska) 56 wybudowano w latach 1911-13 na wzór kościoła w Herrnhut. Zaprojektowano go w stylu neorenesansowym, a w zgodzie z doktryną protestancką był wyposażony skromnie. Do wnętrza prowadziły osobne drzwi dla kobiet i mężczyzn, którzy podczas nabożeństwa siadali po przeciwnych stronach sali (wyjątkiem były małżeństwa).

Po II wojnie światowej został przekształcony w kościół katolicki, a w latach 90. trafił do rąk prywatnych, a ręce te urządziły tu magazyn sprzętów AGD. Potem powoli popadał w ruinę. Był miejscem chętnie odwiedzanym przez ubrexiarzy, ale był też dewastowany i  podpalany – przed zawaleniem jego wnętrze było grubo pokryte sadzą.

Kościół Braci Morawskich w głębi działki przy Żeromskiego 56, 2017 rok. Źródło: Fotopolska.eu

Kościół Braci Morawskich w głębi działki przy Żeromskiego 56, 2017 rok. Źródło: Fotopolska.eu

Czytałam o tym miejscu na wakacjach i odnotowałam w głowie, że muszę się tam wybrać. Kilka dni później łódzkie media rozhuczały się o zawaleniu kościoła. Teraz można tam podejść, głęboko westchnąć i wysłać metafizyczną strzałkę do Braci Morawskich, po których ślad w Łodzi zniknął wraz z ich dawnym kościołem.

Zawalony Kościół Braci Morawskich, 2024. Źródło: Fotopolska.eu

Zawalony Kościół Braci Morawskich, 2024. Źródło: Fotopolska.eu

PIRAMOWICZA 9

Tu po prostu można zobaczyć coś bardzo pięknego, co na żywo robi bardzo duże wrażenie. Drzwi w drewnianej bramie budynku są otwarte (nie ma klamki), więc swobodnie można wejść w podwórko. Składa się ono z frontu, oficyn bocznych i wielkiej ślepej ściany. Ślepa ściana zaś pokryta jest całkowicie bluszczem. 

Bluszcz i inna roślina, której nazwy nie mam na ścianie w bramie przy Piramowicz 9. Nie pokazuję całej ściany, żeby był efekt wow. Fot. Hela Dondé

Bluszcz i inna roślina, której nazwy nie mam na ścianie w bramie przy Piramowicza 9. Nie pokazuję całej ściany, żeby był efekt wow. Fot. Hela Dondé

Jesienią ściana robi się czerwona. 

W tym miejscu chciałabym zwrócić uwagę nie tylko na bramę, ale na całą ulicę Piramowicza – krótka i wąska, wybrukowana, otaczają ją ciasno pierzeje kamienic. Jest tu jakoś bardzo klimatycznie. Siedząc przy stoliku do gry w szachy, pod zawieszoną rzeźbą akrobaty, czuję się jakbym była w innym mieście. Chyba gdzieś bardziej na zachód. 

Swoją drogą bardzo polecam ten jeden stolik pod Akrobatą. Świetnie się tu gra w karty w ciepłe wieczory.

RZGOWSKA 12

Tutaj proszę: rynsztok. Zachowamy relikt z czasów nieskanalizowanej Łodzi, a było to wcale nie tak dawno w porównaniu do innych większych miast. Pierwszy budynek (Gdańska 106) podłączono do kanalizacji w 1927 roku. Po I wojnie światowej Łódź była jedynym tak dużym miastem w Europie, które nie było skanalizowane. 

Rynsztokami płynęły hektolitry chemicznych ścieków z fabryk tworząc żółte, czerwone, niebieskie strumienie, które często występowały z koryta i zalewały chodniki. Pobliska ulica Czerwona zawdzięcza swoją nazwę właśnie czerwonym ściekom, które płynęły po jej długości z pobliskiej farbiarni.

Z chemikaliami wypluwanymi przez fabryki, w rynsztokach mieszały się wszystkie inne nieczystości: śmieci, zawartości wychodków, martwe zwierzęta itd. W 1924 roki Express Wieczorny pisał: „Cuchnące wyziewy Łodzi to nasz wróg najśmiertelniejszy. Zabójczy fetor wiejący z każdego rynsztoka i kanału (…) do tego stopnia obrzydza człowiekowi życie i czyni go nieszczęśliwym, że każdy zaprzysięga sobie, iż natychmiast opuści to złe miasto i nigdy doń nie powróci”.

Rynsztok, Rzgowska 12. Fot. Hela Dondé

Rynsztok, Rzgowska 12. Fot. Hela Dondé

Poziom czystości Łodzi był tak dramatyczny, że miasto przodowało w kraju jeśli chodzi o epidemie. Do tego stopnia, że działający tu lekarze byli uznawani za ekspertów w dziedzinie chorób zakaźnych na skalę całej Polski.

Sama historia budowy kanałów, jest bardzo ciekawa, pisze o niej Marta Zdanowska w tekście W poszukiwaniu zaginionego rynsztoka, który jest tu dla mnie materiałem źródłowym. 

Dziś miasto jest oczywiście skanalizowane, pachnie raczej w porządku (poza miejscami gdzie jest wysyp psich kup, np. moja ulica), ale warto wspomnieć, że Łódź wciąż ma jeden z najwyższych w Polsce odsetek mieszkań bez ubikacji i odpływu. Przykładem jest pobliska Rzgowska 32, gdzie w podwórku stoi rząd toi-toi, a wodę z mieszkań trzeba znosić w wiadrach i wylewać na bruk. 

BERLIŃSKIEGO 4

Kolejny przykład inicjatywy mieszkańców, którzy zaaranżowali swoją przestrzeń po swojemu. Pomalowali ściany, wprowadzili ozdobniki, doniczki, obręcz do koszykówki z pluszakiem małpą – wszystko na rzecz wspólnego ogródka, w którym teraz się spotykają przy stole z opon. To po prostu ładne, szczególnie gdy sąsiedzkie wspólnoty są już rzadkością. Bardzo tego zazdroszczę, bo ja nie wiem kto nade mną mieszka (i wprawia w ruch chyba pralką cały mój salon).

Berlińskiego 4. Fot. Hela Dondé

Berlińskiego 4. Fot. Hela Dondé

Berlińskiego 4. Fot. Hela Dondé

Berlińskiego 4. Fot. Hela Dondé

REWOLUCJI 1905 R. 28

Po pierwsze sama bryła tej kamienicy jest niesamowita. Zanim wejdziecie w bramę proszę na nią popatrzeć. Na fasadzie zachowały się przedwojenne napisy: jeden pisany cyrylicą, drugi (mniej widoczny) alfabetem łacińskim. Oba brzmią tak samo: „Wilhelm Reicher”. Jest to nazwisko pierwotnego właściciela budynku. 

Nieruchomość podzielona jest na dwa podwórka otoczone przez oficyny, rzecz niezwykła kryje się w tym drugim w głębi. Mieści się tam jedyna zachowana przedwojenna synagoga w Łodzi, zbudowana na styku XIX i XX wieku z inicjatywy fundacji rodziny Riecherów.

Rewolucji 1905 r. 28. Fot. Hela Dondé

Rewolucji 1905 r. 28. Fot. Hela Dondé

Wraz z rozpoczęciem okupacji niemieckiej w Łodzi, wszystkie synagogi w mieście zostały spalone lub zburzone. Ta jedna przetrwała II wojnę światową tylko dlatego, że właściciel posesji, wspomniany już Wilhelm Riecher, sporządził fikcyjny dokument świadczący o sprzedaży nieruchomości swojemu niemieckiemu partnerowi biznesowemu, który zabronił zburzenia synagogi w celu przearanżowania jej na skład soli. Taki stan rzeczy nie wzbudził podejrzeń. 

Po wojnie synagoga funkcjonowała do marca 1968 roku, wówczas została zamknięta i powoli popadała w ruinę. Dwadzieścia lat później zainteresowały się nią Fundacja Rodziny Nissenbaumów i Kongregacja Wyznania Mojżeszowego w Łodzi i przywróciły ją do życia, otwierając ją dla wiernych. Przez wiele lat była obiektem włamań i zniszczeń na tle antysemickim, ale wciąż funkcjonowała jako jedna z tylko dwóch synagog w Łodzi.

Synagoga Reicherów, ul. Rewolucji 1905 r. 28. Fot. Hela Dondé, zdjęcie zimy 2024, bo ostatnio nie udało mi się tam wejść, brama jest zamknięta.

Synagoga Reicherów, ul. Rewolucji 1905 r. 28. Fot. Hela Dondé, zdjęcie z zimy 2024, bo ostatnio nie udało mi się tam wejść, brama jest zamknięta.

W 2022, ku wielkiemu rozczarowaniu Gminy Żydowskiej, synagoga została zamknięta na życzenie właścicieli nieruchomości (całej działki pod adresem Rewolucji 1905 r. nr 28). Swoją decyzję poparli fatalnym stanem technicznym budynku. Cała sprawa jest dość skomplikowana, pisała o niej kilkakrotnie Gazeta Wyborcza

Budynek został wpisany do rejestru zabytków, od 2024 trwają dyskusję dot. środków na remont, ponieważ ani właściciele, ani Gmina Żydowska nie są w stanie pokryć takich kosztów. Sprawa jest wciąż rozpatrywana w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Łodzi, ale bożnica stoi i stoi i niszczeje bez zmian. Z takimi przypadkami nigdy nie wiadomo, warto zobaczyć Synagogę Reicherów na wypadek gdyby miał ją spotkać los Kościoła Braci Morawskich (tfu tfu tfu).

PIOTRKOWSKA 36 i 38

Podaję tutaj dwa adresy, ponieważ podwórka są ze sobą połączone i tworzą jedną całość. W momencie publikacji tego przewodnika, to miejsce może już nie istnieć w takiej formie, w jakiej je tu przedstawię, ale chciałam je zachować także w przestrzeni Kolumny.

Z bramy pod nr 38 pochodzi jedno z najsłynniejszych zdjęć przedstawiających przedwojenne życie łódzkich podwórek. Fotograf Włodzimierz Pfeiffer uchwycił na nim mnóstwo szyldów świadczących o wielu funkcjonujących tu biznesach, wózek z lodami, starszą handlarkę (nie wiadomo czego, ale przypuszczalnie były to kiszone śledzie), wejście do karczmy, a przede wszystkich ludzi toczących tu życie, głównie Żydów.

Oprawione zdjęcie Włodzimierza Pfeiffera z 1930 r. w Fundacji Tkalnia Inicjatyw Społecznych. Fot. Hela Dondé

Piotr Chuchler pokazuje mi oprawioną reprodukcję zdjęcia Włodzimierza Pfeiffera z 1930 r. w siedzibie Fundacji Tkalnia Inicjatyw Społecznych. Fot. Hela Dondé

Z innych ciekawostek historycznych – tu też kręcono Akademię Pana Kleksa (1983) i podwórko znalazło się w scenie odśpiewania piosenki Na Wyspach Bergamutach.

Dzisiejszy charakter tej bramy stanowią jego ozdoby i przejawy aktywności lokalnej. Ich inicjatorami są Piotr i Izabela Chuchler. W podwórku pojawili się w 2017 roku, gdy Stowarzyszenie Rodzin Działających na Rzecz Zdrowia Psychicznego „Dla Rodziny”, które prowadzili, przeniosło tu swoją siedzibę. Stowarzyszenie istniało 20 lat i koncentrowało się na pracy z osobami niepełnosprawnymi, w tym chorującymi psychicznie. Odbywały się tu różnego rodzaju zajęcia edukacyjne, spotkania z psychologami, warsztaty, itd. Stowarzyszenie zakończyło działalność w 2024 roku, ale na jego fundamentach państwo Chuchler założyli Fundację „Tkalnia Inicjatyw Społecznych” i wciąż prowadzą tu różnego rodzaju działania.

Instalacja artystyczna Zbigniewa Łukasiewicza. Piotrkowska 38. Fot. Hela Dondé

Instalacja artystyczna Zbigniewa Łukasiewicza. Piotrkowska 38. Fot. Hela Dondé

Gdy się tu wprowadzali, podwórko było dość zapuszczone, nie było tu żadnych elementów ozdobnych, poza tkaninami rozwieszonymi w jednej klatce schodowej. Okazało się, że były to prace tkane przez profesora ASP Zygmunta Łukasiewicza, który ma swoją pracownię tkacką na pierwszym piętrze. Pan Łukasiewicz zaangażował się w oddolne przedsięwzięcia Stowarzyszenia, które szybko wyszły na podwórko. Zaczęło się od nasadzeń kwiatów, tworzenia ozdób, słowem – umilania przestrzeni. Do tych inicjatyw niedługo potem dołączyli mieszkańcy i powstała zintegrowana społeczność podwórkowa. Poza bujnymi zdobieniami, po sąsiedzku organizowane były tutaj instalacje wspólnego użytku (książkodzielna, huśtawki, The Trzepak), pikniki, mniejsze i większe imprezy, np. obchody dwusetnych urodzin Piotrkowskiej, podczas których odbył się tu nawet pokaz mody, zorganizowany przez studentki ASP i Zygmunta Łukasiewicza. Pan Piotr opowiadał mi o skomplikowanym procesie szycia kilkudziesięciometrowej tkaniny pod wybieg. 

Podwórkowa huśtawka wykonana przez Fundację Tkalnia Inicjatyw Społecznych i mieszkańców Piotrkowskiej 36 i 38. Fot. Hela Dondé

Podwórkowa huśtawka wykonana przez Fundację Tkalnia Inicjatyw Społecznych i mieszkańców Piotrkowskiej 36 i 38. Fot. Hela Dondé

W 2022 roku mieszkańcom ogłoszono, że kamienice czeka rewitalizacja. Wyprowadzki rozpoczęły się w 2025, wyniosły się też małe działalności, takie jak usługi szewskie. Dziś zostało już tylko kilku mieszkańców i Fundacja „Tkalnia…” , pracownia Zbigniewa Łukasiewicza oraz pracownia malarska Iwony Perlińskiej, ale też już niedługo.

Ostatnio (w kwietniu 2026) szerokim echem odbił się sąsiedzki piknik zainicjowany przez Fundację „Tkalnia…” w ramach którego artystka Iwona Perlińska (która ma swoją pracownię w miejscu dawnej karczmy) i wolontariuszki wykonały szydełkowe dzianiny, które ozdobiły bramę. Trudno ją teraz przeoczyć spacerując Piotrkowską. Była to jedna z ostatnich wspólnych inicjatyw, pożegnalna przed ostateczną wyprowadzką.

Oszydełkowana brama Piorkowska 38. Praca Iwony Perlińskiej i wolontariuszek. Fot. Hela Dondé

Oszydełkowana brama Piorkowska 38. Praca Iwony Perlińskiej i wolontariuszek. Fot. Hela Dondé

W tym czasie wydarzyła się także rzecz niesłychana. Mianowicie dwa dni po otwarciu oszydełkowanej bramy, ktoś ukradł tkaninę wydzierganą przez Iwonę Perlińską z drzwi jej pracowni. Sukces pikniku przygniotło poczucie beznadziei. W Internecie zawrzało od oburzenia i próśb o czujne oko, bo może dzianina się gdzieś znajdzie. Złodzieja chyba dopadły wyrzuty sumienia, dzień później wisiała na swoim miejscu.

Piotrkowska 38, widok na drzwi do byłej pracowni Iwony Perlińskiej i skradzioną, a potem zwróconą tkaninę. Fot. Hela Dondé

Piotrkowska 38, widok na drzwi do byłej pracowni Iwony Perlińskiej i skradzioną, a potem zwróconą tkaninę. Fot. Hela Dondé

Jak wspomniałam, nie wiem jak będzie wyglądać brama w momencie publikacji tego przewodnika. Wiem tylko, że Fundacja „Tkalnia Inicjatyw Społecznych” przenosi się na Piotrkowską 33 i dalej będzie działać. A gdzie rozproszy się wspólnota Piotrkowskiej 36 i 38? Nie wiadomo. 

 


Hela Dondé – redaktorka magazynu Kolumna. Absolwentka Wydziału Badań Artystycznych i Studiów Kuratorskich na ASP w Warszawie. Organizatorka wystaw i wydarzeń artystycznych, obecnie zajmuje się redakcją i tworzeniem treści do magazynu Kolumna. Obszarem jej badań jest najczęściej architektura, sztuka, historia mówiona, tożsamość miejsca i lokalność. Od 2023 roku współtworzy łódzki kolektyw Cyrk pod Zielonym Xiężycem.

Zobacz również

Instagram

Skontaktuj się z nami!

    WybierzEdukacjaWizytaInny


    WybierzEdukacjaWizytaInny

    Newsletter

    Dowiedz się o nadchodzących wydarzeniach
    i wystawach. Subskrybuj naszego newslettera
    i bądź na bieżąco.