Wezwana na dywanik

Denis Dziuba

„Smak propagandy doświadczam od dziecka”. Z Sashą Velichko o dorastaniu w dyktaturze i wyborze tożsamości rozmawia Denis Dziuba.

Sasha Velichko

Urodzona w 1993 roku w Słonimiu w Białorusi jest artystką pracującą z fotografią, archiwami, instalacją i nowymi mediami. W swoich projektach bada propagandę, postprawdę, mechanizmy manipulacji oraz traumy indywidualne i zbiorowe. Ukończyła radiofizykę oraz cyberbezpieczeństwo na Białoruskim Uniwersytecie Państwowym w Mińsku, co znajduje odzwierciedlenie w jej badawczym podejściu do sztuki. Po represjach politycznych została zmuszona do opuszczenia Białorusi. Obecnie mieszka i pracuje w Warszawie. Artystka jest reprezentowana przez Galerię Jednostka. W 2026 roku została wybrana jako Foam Talent oraz nominowana przez Fotofestiwal Łódź do programu Futures Photography. Jej prace prezentowano na wystawach w wielu krajach, a także znajdują się w kolekcji miejskiej Montpellier we Francji.

@areyoushure _

Przykłady fotografii z drugiej części projektu wraz z podpisami. Fotografie oparte są na wywiadach oraz informacjach pozyskanych od organizacji praw człowieka: Politvyazynka oraz Vesna:

Kobiety w więzieniu robią figury szachowe z więziennego chleba. Jest on tak złej jakości, że przypomina plastelinę i powoduje ból żołądka

Kobiety więźniarki polityczne wykonują pędzle do makijażu z włosów, zapałek i nici — małe narzędzia, którymi malują odważną kreskę na powiece jako akt samowyrazu.

Zgodnie z obowiązującym prawem w Białorusi, środki higieniczne można wysyłać kobietom więźniarkom politycznym w paczkach tylko dwa razy w roku. Zazwyczaj zmuszone są używać szmat lub skarpet jako zamienników.

Z wywiadu z byłą więźniarką polityczną: w celi przeznaczonej dla czterech osób w areszcie tymczasowym przebywało nawet 36 kobiet. Wszystkie musiały dzielić jedną szczoteczkę do zębów, mały kawałek mydła i drobny skrawek gąbki. Wysyłanie paczek do aresztu jest zabronione. Kobiety były również zmuszane do rozbierania się do naga „dla zabawy” strażników.

W więzieniach na ścianach wiszą portrety Łukaszenki. Kobiety więźniarki polityczne są pozbawione dostępu do niezależnych informacji i poddawane nieustannej indoktrynacji ideologicznej poprzez wiadomości i programy propagandowe państwowych mediów.

Jedną z powszechnych form tortur stosowanych wobec kobiet więźniarek politycznych jest wlewanie lodowatej wody do ich jedynej pary butów zimą. Nie mając nic na zmianę, są zmuszone chodzić w przemoczonej odzieży. W aresztach śledczych kobiety są także polewane wodą zmieszaną z wybielaczem z wiader, gdy śpią na podłodze, ponieważ nie mają innego miejsca do leżenia.

Więzienny chleb staje się narzędziem wielofunkcyjnym: jego miąższ służy do mycia twarzy i robienia maseczek na suchą skórę, a w cuchnących celach kobiety kładą bochenki pod głowę — by stłumić zapach i zastąpić nimi poduszki.

Wszystkie kobiety więźniarki polityczne są zobowiązane do sprzątania terenu kolonii przed rozpoczęciem zmian w fabryce. Rąbią lód, noszą ciężkie worki ze śniegiem, wybierają wodę z kałuż łopatami i wycierają je szmatami do sucha. Wszystko to zaczyna się o 5:30 rano. Oprócz ciężkiej pracy fizycznej, kobiety muszą same kupować narzędzia do pracy — za własne pieniądze.

Kobietom więźniarkom politycznym nie wolno wstawać w nocy, nawet żeby pójść do toalety. Jeśli kobieta źle się czuje, również nie ma prawa wstać z łóżka. Jeżeli to zrobi, otrzymuje naganę lub trafia do karceru (SHI ZO) — celi z betonową podłogą, bez okien, z włączonym światłem przez 24 godziny na dobę, zakazem siedzenia, niską temperaturą i jednym posiłkiem dziennie. Kobiety mogą spędzić w SHIZO nawet do 30 dni.

Na Fotofestiwalu w Łodzi zobaczymy twój nowy projekt, w ramach którego badasz temat represji politycznych w Białorusi. Opowiedz proszę, jak postanowiłaś utkać traumę zbiorową własnej ojczyzny na ręcznie robionych dywanach.

Projekt Wezwana na dywanik bada mechanizmy, w jaki sposób władza kontroluje nasze ciała. W centrum mojej uwagi znajdują się białoruskie więźniarki polityczne, o których obecnie mówi się zdecydowanie za mało. Przez więzienia przeszło wiele moich przyjaciółek, ledwie nie znalazłam się tam  sama.

Realizowałam go we współpracy z inicjatywą Politvyazynka (organizacja zajmująca się dokumentowaniem historii kobiet więźniarek – przyp. red.), która udostępniła mi obszerny zbiór wywiadów i wspomnień byłych oraz obecnych więźniarek politycznych dotyczących tego, co dzieje się w kobiecych więzieniach w Białorusi. Kobiety doświadczają tam bardziej wyrafinowanej przemocy psychicznej niż mężczyźni, również dlatego, że są bardziej odporne z powodu patriarchatu i wszystkiego, czego doświadczają od najmłodszych lat.

Władze kraju często manipulują więźniarkami, wykorzystując ich bliskich i dzieci – wiele z nich jest matkami, także wielodzietnymi. Administracje więzień wsadzają do cel podstawione osoby, których zadaniem jest skłócanie osadzonych i łamanie ich ducha.

Statystyki pokazują, że więcej kobiet czeka na swoich mężów wracających z więzienia niż mężczyzn na swoje żony. To bardzo istotne zjawiska społeczne – właśnie dlatego skupiłam się na kobietach.

Projekt składa się z dwóch części. Pierwszą są mugshoty, czyli marnej jakości fotografie wykonywane podczas zatrzymania, które następnie trafiają na identyfikatory więzienne. Posłużyły one jako materiał do abstrakcyjnych portretów moich bohaterek, utkanych przeze mnie w formie dywanów. Druga część projektu koncentruje się na warunkach, w jakich żyją kobiety więźniarki polityczne w Białorusi, a także na ich pomysłowości i odporności. Rekonstruuję obiekty i fotografuję je w formie still life fotografii.

Władze kraju często manipulują więźniarkami, wykorzystując ich bliskich i dzieci – wiele z nich jest matkami, także wielodzietnymi. Administracje więzień wsadzają do cel podstawione osoby, których zadaniem jest skłócanie osadzonych i łamanie ich ducha.

Tkactwo dywanowe było tradycyjnie zajęciem kobiecym, a na obszarze postsowieckim dywany często kojarzą się z domowym ciepłem i bezpieczeństwem – i często wiszą na ścianach. Kobiety przebywające w więzieniach są zobowiązane do pracy: szyją odzież. Nauczyłam się tkania od podstaw, oglądając filmy na TikToku. Moje dywany są niedoskonałe, mają dziury, ale celowo je zachowuję, ponieważ więźniarki również uczą się szyć od zera i także popełniają błędy.

Celowo rozmywam twarze na dywanach, czyniąc je mniej rozpoznawalnymi, aby pokazać, w jaki sposób autorytarny mechanizm wymazuje tożsamość więźniarek.

„Mugshot + Carpet 1” Sasha Velichko

„M. (ur. 1995) została skazana na 2 lata i 6 miesięcy za <znieważenie Łukaszenki>” Sasha Velichko

Urodziłaś się rok przed dojściem Łukaszenki do władzy, a całe twoje życie na Białorusi upłynęło pod rządami jednego prezydenta. Jak dyktatura wpłynęła na ciebie i twoich rówieśników? Czym twoje pokolenie różni się od innych pokoleń Białorusinów?

Myślę, że podstawową różnicą między mną a pokoleniem moich rodziców czy dziadków jest to, że znacznie silniej doświadczyłam rusyfikacji. W szkole ciągle słyszałam, że po białorusku mówią tylko ludzie ze wsi, że język białoruski nadaje się wyłącznie do życia na prowincji. Że to właściwie nie jest język, lecz jakiś dodatek do rosyjskiego. Że białoruski w ogóle nie powinien istnieć.

Często powtarzano także, że należy stąd wyjechać, szukać możliwości w Rosji albo w Europie, ponieważ tutaj wszystko umiera i nie ma przyszłości. Wydaje mi się, że właśnie to jest najważniejsza różnica.

Doszłam do momentu, w którym nie muszę już ograniczać się wyłącznie do białoruskiej tożsamości, ponieważ moja praktyka artystyczna w dużej mierze narodziła się właśnie tutaj. Wkrótce otrzymam polskie obywatelstwo, więc jest to dla mnie całkowicie naturalne.

Kim się teraz czujesz i co Cię ukształtowało?

Ukształtowała mnie moja wiedza i moja własna historia. Ból. Miłość. Moje doświadczenia. Moja mama urodziła się w Rosji. Gdy miała trzy miesiące, jej rodzice przeprowadzili się do Odessy, ponieważ mój dziadek był wojskowym. Do piątej klasy mieszkała w Czechach, a później na Białorusi. Ma białoruski paszport, ale przez całe życie czuła się kimś zawieszonym pomiędzy różnymi światami. W domu często słyszałam rozmowy o tym, że Rosja jest prawdziwym państwem, a Białoruś powinna raczej stać się jego częścią.

Każde lato spędzałam u babci w Rosji, w obwodzie rostowskim. Sprzedawaliśmy pomidory, a później jechaliśmy nad morze. To był naprawdę szczęśliwy czas.

Mój tata jest natomiast Polakiem. Od zawsze powtarzał mi, że powinnam wyjechać do Polski albo szerzej – do Europy. Zanim zostałam artystką, nie myślałam o sobie jako o Białorusince. Myślałam, że jestem Polką. Wszyscy mi to powtarzali. W moim paszporcie znajdowała się nawet adnotacja: „narodowość – Polka”. Dzisiaj, kiedy wystawiam swoje prace za granicą, w rubryce „narodowość” wpisuję: „Białoruś, Polska”.

Doszłam do momentu, w którym nie muszę już ograniczać się wyłącznie do białoruskiej tożsamości, ponieważ moja praktyka artystyczna w dużej mierze narodziła się właśnie tutaj. Wkrótce otrzymam polskie obywatelstwo, więc jest to dla mnie całkowicie naturalne.

W swoich pracach badasz przede wszystkim propagandę, represje i manipulacje władz, czyli to co lubi reżim Łukaszenki. Kiedy po raz pierwszy uświadomiłaś sobie, że żyjesz w dyktaturze?

Pierwszego smaku propagandy doświadczyłam jeszcze jako dziecko, oglądając wiadomości. Pamiętam, że marzyłam o tym, abyśmy mieli monety, bo na Białorusi były wtedy wyłącznie banknoty. I chciałam, żeby były to właśnie rosyjskie monety. Jako mała dziewczynka pragnęłam mieszkać z babcią w jednym państwie. Dziś ta myśl wydaje mi się koszmarem, ale wtedy niczego nie rozumiałam.

Później uczyłam się w klasie matematyczno-fizycznej, a następnie studiowałam radiofizykę kwantową. Mój analityczny umysł przyzwyczaił się do badania rzeczy i podawania ich w wątpliwość.

Pewnego dnia natknęłam się na informację w rosyjskich mediach, która całkowicie różniła się od tego, co wcześniej przeczytałam na ten sam temat w mediach białoruskich. Zaczęłam się zastanawiać: która wersja została zniekształcona? A może obie?

Gdy jako nastolatka zaczęłam robić zdjęcia, dużo czytałam o fotografii. Wtedy dowiedziałam się, że jedno z najbardziej znanych zdjęć przedstawiających wkroczenie Armii Czerwonej do Berlina – Sztandar Zwycięstwa nad Reichstagiem – było inscenizowane, a później dodatkowo retuszowane poprzez usuwanie z fotografii skradzionych zegarków widocznych na rękach żołnierzy. Byłam w szoku, ponieważ w mojej rodzinie byli weterani wojny, a dziadek został odznaczony medalem. Zrozumiałam, że fotografia, którą uważałam za świadectwo prawdy, również może być narzędziem manipulacji.

„Mugshot + Carpet 2” Sasha Velichko

„Y. (ur. 1996) jest weterynarką. Została zatrzymana bezpośrednio w miejscu pracy i skazana na 3 lata za udział w pokojowych protestach kobiet” Sasha Velichko

Kiedy zainteresowałaś się fotografią?

Chyba już w wieku czterech lat. Przyjeżdżałam do babci, a ona pokazywała mi rodzinne archiwum i tłumaczyła, dlaczego poszczególne zdjęcia są wyjątkowe. Do dziś pamiętam fotografię mojego pradziadka stojącego na podwórku. Babcia wyjaśniała mi, że promień światła padający na jego ramię stanowi punctum tego zdjęcia. Nie rozumiałam wtedy, czym jest punctum, ale każdego lata słuchałam kolejnych historii o rodzinnych fotografiach, o tym, że to było ostatnie zdjęcie danej osoby, że tamto wykonano po jakimś tragicznym wydarzeniu. Fascynowało mnie zarówno samo oglądanie fotografii, jak i czas spędzany z babcią. Była moją przewodniczką po świecie pamięci.

Pewnego dnia natknęłam się na informację w rosyjskich mediach, która całkowicie różniła się od tego, co wcześniej przeczytałam na ten sam temat w mediach białoruskich. Zaczęłam się zastanawiać: która wersja została zniekształcona? A może obie?

Jakie jest Twoje najwcześniejsze wspomnienie z dzieciństwa?

Pamiętam, że moje rodzinne miasto, Słonim, zachwycało mnie swoją zielenią i bliskością natury. Nadal jestem z nim bardzo związana. Śni mi się do dziś. Uwielbiam rzekę Szczarę, pobliskie bagna, jeziora. Moje pierwsze wspomnienia dotyczą właśnie odkrywania świata poprzez przyrodę i otoczenie.

Jako dziecko nie postrzegałam Słonimia jako małego miasta, z którego trzeba uciekać. Dopiero później, już na studiach, ludzie pytali mnie: „Słonim? A co tam właściwie jest? Polujecie tam jeszcze na mamuty?”.

Tymczasem Słonim był i jest miastem przemysłowym. Działa tam zakład remontu samochodów, fabryka papieru i kartonu, zakłady mięsne, przedsiębiorstwa tekstylne i wiele innych zakładów produkcyjnych. Wcześniej było ich jeszcze więcej. To miasto o bogatej historii. Lew Sapieha organizował tam teatry na wodzie. Znajduje się tam Kanał Ogińskiego (zbudowany w XVIII w celu połączenia różnych części Rzeczypospolitej – przyp. red.). Słonim był również ważnym ośrodkiem kultury żydowskiej, której ślady do dziś można odnaleźć w architekturze, na cmentarzach i w miejskiej przestrzeni. To naprawdę wyjątkowe miasto.

Przygotowując się do tej rozmowy, przejrzałem Twojego Instagrama od pierwszego posta. Zaczynałaś bardzo klasycznie – od fotografii dokumentalnej, portretów i krajobrazów. W pewnym momencie Twoja twórczość staje się konceptualna. Sądząc po datach publikacji, nastąpiło to około kwietnia 2023 roku. Co się wtedy wydarzyło?

Ta zmiana była związana z moim wyjazdem z Białorusi. Z powodu nieznajomości języka nie mogłam już, tak jak wcześniej, podchodzić do nieznajomych ludzi i ich fotografować. Na Białorusi, gdy pytałam: „Czy mogę zrobić pani zdjęcie?”, ludzie często opowiadali mi niezwykłe historie. Jednak fotografia była wówczas tylko moim hobby. Po ukończeniu studiów pracowałam w branży IT.

Postanowiłam zacząć gromadzić dane o tym, co dzieje się w Białorusi, gdzie przede wszystkim zatrzymywano ludzi. Wtedy postanowiłam zbadać, jak propaganda manipuluje odbiorcami: przechwytuje uwagę obywateli, odciąga ją od istotnych wydarzeń, podsuwa fałszywe informacje, produkuje ogromne ilości treści w momentach kryzysu.

W 2020 roku, podczas kampanii prezydenckiej, zostałam zatrzymana przez milicję za udział w łańcuchu solidarności z aresztowanymi kandydatami na prezydenta. Stanęłam przed sądem i otrzymałam grzywnę. Rok później zaczęły się próby wszczęcia przeciwko mnie sprawy karnej o charakterze gospodarczym – dotyczącej rzekomego uchylania się od płacenia podatków. Postępowanie trwało pięć miesięcy. Kiedy wraz z adwokatem i księgową zakończyliśmy ostatnie poprawki w dokumentach, otrzymałam wezwanie z komisariatu. Poinformowano mnie, że występuję jako osoba podejrzana w kolejnej sprawie karnej i mam stawić się w celu pobrania odcisków palców oraz materiału DNA. Znajomi pracujący w wydziale kryminalnym powiedzieli mi, że jeśli zgłoszę się na pobranie śliny i odcisków palców, już stamtąd nie wyjdę. Doradzili mi natychmiastowy wyjazd. Miałam wizę, ale granica z Polską była wtedy zamknięta. Spakowałam rzeczy i dwa dni później poleciałam do Turcji. Czułam się okropnie. Rozsadzały mnie nienawiść i ból.

Pewnego dnia zobaczyłam ogłoszenie o rekrutacji na internetowy kurs w Akademii Fotografika w Petersburgu. Zgłosiłam się do konkursu o bezpłatne miejsce i zostałam przyjęta. Dyrektorka Fotografiki, Katia Bogaczewska, jest legendarną postacią. Otwarcie sprzeciwia się wojnie i współpracuje z ukraińskimi dziennikarzami.

Zaczęłam zastanawiać się nad własnym projektem, ale niedługo później przeprowadziłam się do Polski, chwilę później wybuchła wojna. Przeżywałam ogromny stres, wpadłam w ciężką depresję i przestałam czytać newsy. Kiedy rozmawiałam z mamą i babcią, słyszałam od nich, jaka Ukraina jest zła i jak słusznie postępuje Putin. Susan Sontag w książce Widok cudzego cierpienia pisała, że ludzie odwracają wzrok od obrazów sprawiających ból. Ze mną działo się dokładnie to samo. Zrozumiałam jednak, że kiedy ja odwracam się od tego, co mnie boli, moi bliscy są poddawani działaniu propagandy.

Postanowiłam zacząć gromadzić dane o tym, co dzieje się w Białorusi, gdzie przede wszystkim zatrzymywano ludzi. Wtedy postanowiłam zbadać, jak propaganda manipuluje odbiorcami: przechwytuje uwagę obywateli, odciąga ją od istotnych wydarzeń, podsuwa fałszywe informacje, produkuje ogromne ilości treści w momentach kryzysu.

Zaczęłam analizować publikacje państwowych mediów z zatrzymań, aresztowań i procesów sądowych. Nagłówki były kompletnie absurdalne. Na przykład: „Czesi stracili kontakt z rzeczywistością”, „Jadalne czy niejadalne? Sprawdź, jakim jesteś grzybiarzem” albo „Flecistka i kucharka pobiły się o garnek”.

Pojawiło się pytanie: co z tym zrobić? Postanowiłam stworzyć coś, co jeszcze bardziej odwróci uwagę od rzeczy naprawdę ważnych. Tak powstał mój pierwszy projekt State of Denial, który składa się z dwóch warstw.

Zaczęłam analizować publikacje państwowych mediów z zatrzymań, aresztowań i procesów sądowych. Nagłówki były kompletnie absurdalne. Na przykład: „Czesi stracili kontakt z rzeczywistością”, „Jadalne czy niejadalne? Sprawdź, jakim jesteś grzybiarzem” albo „Flecistka i kucharka pobiły się o garnek”.

Podczas wystaw przed moimi fotografiami na temat represji – na przykład zatrzymań za modlitwę, za taniec w kręgu czy za czerwony pasek na kartonie po telewizorze LG wystawionym na balkonie – buduję bariery z bezużytecznych i pozbawionych sensu obrazów wygenerowanych przez sztuczną inteligencję. Białoruska propaganda jest moim zdaniem nieco kulawa, taka trochę „baby-propaganda”. Rosyjska działa znacznie sprawniej, jest bardziej wyrafinowana. Dlatego zależało mi na wykorzystaniu właśnie rosyjskich narzędzi opartych na sztucznej inteligencji. Wybrałam DALL·E. Wrzucałam nagłówek artykułu, a sieć generowała obraz. Zawsze brałam pierwszy wynik, nie próbując wybierać bardziej trafnego czy estetycznego wariantu. Jedyną funkcją tych obrazów było tworzenie szumu informacyjnego i odwracanie uwagi.

Dzisiaj traktuję fotografię jako swoją pracę. Niemal nie robię już zdjęć „na pamiątkę”, starając się zapamiętywać chwile własnymi oczami. Prędzej sfotografuję nieudolną grę słów nabazgraną sprayem na ścianie niż piękny kościół.

„Mugshot + Carpet 3” Sasha Velichko

„V. (ur. 1977) została skazana na 1 rok w sprawie pomalowanych bel siana na polu. Zatrzymanie przeprowadzono z użyciem karabinów szturmowych, dronów i pobić” Sasha Velichko

Kiedy przyjechałaś do Polski, władzę sprawowała partia Prawo i Sprawiedliwość, którą oskarżano o wykorzystywanie mediów publicznych do celów propagandowych. Porównywałaś podobieństwa i różnice między propagandą w różnych krajach?

Tak i nie. W projekcie State of Denial porównywałam przede wszystkim propagandę białoruską i rosyjską – jeszcze w czasie, gdy wojna nie stała się codziennością i rutyną, a ludzie spoza Ukrainy nie zdążyli się do niej przyzwyczaić.

Fenomen propagandy polega jednak na tym, że wszędzie działa według podobnych mechanizmów. W zależności od państwa może być łagodniejsza lub bardziej agresywna, inteligentniejsza albo bardziej prymitywna. Istnieje zresztą także „dobra” propaganda – na przykład kampanie dotyczące szkodliwości palenia papierosów.

Obecnie twoje fotografie pokazywane są na całym świecie. Tylko w tym miesiącu twoje wystawy można zobaczyć na festiwalach fotograficznych w Amsterdamie, Atenach, Kopenhadze i Łodzi. Można odnieść wrażenie, że istnieje pewien głód twórców z Białorusi, który częściowo zaspokaja Sasha Velichko.

Myślę, że nikogo szczególnie nie obchodzą białoruscy artyści i artystki. Nie jesteśmy uprzywilejowani, nie mamy za sobą instytucjonalnego wsparcia. Nie jesteśmy artystami z bogatego kraju, za którymi stoją państwowe fundusze, granty, promocja i możliwość realizowania projektów przy użyciu najlepszych narzędzi oraz we współpracy z dużymi zespołami.

To zdecydowanie nie jest białoruska rzeczywistość, więc nie powiedziałabym, że istnieje jakiś szczególny głód na naszą twórczość. Mam raczej poczucie, że udało mi się znaleźć temat, który jest aktualny wszędzie. Fenomen propagandy jest uniwersalny.

Fenomen propagandy polega jednak na tym, że wszędzie działa według podobnych mechanizmów. W zależności od państwa może być łagodniejsza lub bardziej agresywna, inteligentniejsza albo bardziej prymitywna. Istnieje zresztą także „dobra” propaganda – na przykład kampanie dotyczące szkodliwości palenia papierosów.

Kto Cię inspiruje?

Bardzo inspiruje mnie pisarz science fiction Philip K. Dick, na podstawie którego powieści powstały między innymi filmy Łowca androidówPrzez ciemne zwierciadło. Mam wrażenie, że przewidział wiele zjawisk, które obserwujemy dzisiaj.

Spośród artystek szczególnie cenię Laię Abril, która zajmuje się tematami patriarchatu, opresji i przemocy wobec kobiet. Podoba mi się to, co robi Marcel Top. Zajmuje się tematyką kontroli, inwigilacji, danych oraz tego, w jaki sposób państwo manipuluje nimi.

Cenię również sposób, w jaki Simon Lehner łączy w swoich projektach różne media: fotografię, modele 3D, instalacje i inne formy artystyczne. Za każdym razem robi to na mnie ogromne wrażenie.

Nie obawiasz się, że białoruskie władze mogą próbować mścić się na Tobie za granicą albo represjonować twoich bliskich?

Boję się. Jednocześnie wydaje mi się, że w moich projektach nie ma agresywnych deklaracji. Mówię o propagandzie i dyktaturze, ale robię to jakby z perspektywy obserwatorki, z pewnego dystansu. Gdybym wygłaszała bardziej radykalne czy bezpośrednie oskarżenia, być może sytuacja wyglądałaby inaczej. Nie wiem.

Jestem po prostu zwykłą osobą, która próbuje zrobić cokolwiek. Po moich wystawach ludzie naprawdę wychodzą z większą świadomością tego, co dzieje się na Białorusi. To właśnie jest moja praca.

Gdybyś musiała znaleźć zajęcie poza działalnością artystyczną, czym chciałabyś się zajmować?

Obecnie jestem artystką na pełen etat. Otrzymywałam stypendium miasta Warszawy, a także honoraria za wystawy prezentowane na festiwalach. Zajmuję się również mentoringiem. Pomagam artystom i artystkom, którzy mają problemy z koncepcją swoich projektów, tekstami, pomysłami – właściwie z czymkolwiek. Można przyjść do mnie jak do korepetytorki, a ja postaram się pomóc. Chciałabym rozwijać tę działalność także w przyszłości.

Gdybym jednak musiała szukać innej pracy, chciałabym pracować w archiwum albo wyjeżdżać do stref konfliktów jako dziennikarka. Uważam, że niezwykle ważne jest mówienie o tym, co dzieje się w Ukrainie, ale także na Białorusi. Mam ogromny szacunek dla ludzi, którzy wykonują taką pracę, zwłaszcza biorąc pod uwagę ryzyko, jakie podejmują każdego dnia.

 

Wystawa „Wezwana na dywanik”, realizowana w ramach Fotofestiwalu, będzie dostępna w Kamienicy Hilarego Majewskiego w datach 19.06.-12.07.2026.

 


Denis Dziuba – (ur. 1986 w Mińsku na Białorusi) Reporterem i operator obrazu. Studiował na Uniwersytecie Warszawskim, Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu oraz Szkole Filmowej w Łodzi. Mieszka i pracuje w Warszawie. Współpracuje z międzynarodowymi mediami, m.in. z Reuters, BBC, Deutsche Welle, RAI i Telewizją Polską.

Zobacz również

Instagram

Skontaktuj się z nami!

    WybierzEdukacjaWizytaInny


    WybierzEdukacjaWizytaInny

    Newsletter

    Dowiedz się o nadchodzących wydarzeniach
    i wystawach. Subskrybuj naszego newslettera
    i bądź na bieżąco.